Miłosierdzie czy przestępstwo?
Dodane przez Szymon dnia 05 wrzesień 2007 22:05:23
 Jest cała armia takich lekarzy jak ja - mówi dr Ilona Rosiek-Konieczna, którą podejrzewa się o wyłudzenie z Małopolskiej Kasy Chorych 300 tys. zł. Jej historia pokazuje, że lekarz może być postawiony przed tragicznym konfliktem: jeśli pomoże pacjentowi, złamie przepisy.

Dziś życie 58-letniej dr Rosiek-Konieczny wypełnia religia (jest zielonoświątkowcem), opieka nad bezdomnymi i małżeństwo. Jerzego poznała w 1997 r.: mężczyzna wyszedł z alkoholizmu i wstąpił do Kościoła Zielonoświątkowego. Pani doktor prowadziła wtedy prywatny gabinet w Nowej Hucie i tkwiła w depresji. Bo ludziom, szczególnie z ciężkimi nałogami, nie udawało się pomóc. Próbowała. Ściągali do niej pacjenci z całego miasta i podkrakowskich wiosek. Często nie mieli pieniędzy na leczenie i ubezpieczenie, w dowód wdzięczności za pomoc zostawiali w gabinecie główkę kapusty. Lekarka kombinowała, jak ulżyć im w cierpieniu. Nie lubi się chwalić. To Jerzy opowiada, jak za własne pieniądze kupowała ludziom leki i jedzenie. Dziś dr Rosiek-Konieczny nie wypiera się, że wypisywała bezdomnym recepty na inwalidów wojennych czy emerytów: to właśnie w ten sposób miała wyłudzić pieniądze z Małopolskiej Kasy Chorych (kontrola wykazała, że recept było ponad 6 tys.).

Treść rozszerzona
"To moje wymodlone miejsce"

Mówi o domu dla bezdomnych pani doktor. Dom mieści się przy ul. Zamkowej w Krakowie. 8 pokoi, 35 mieszkańców, prowadzi go wraz z mężem. Pani doktor, wypisując głośne już w Polsce recepty, pomagała takim ludziom jak ci z jej przytuliska.
Państwo Konieczny twierdzą, że ich instrukcją obsługi człowieka jest Biblia. Miejsce przy Zamkowej jest połączeniem Kościoła i przytuliska.
Do Koniecznych przychodzą ludzie z otwartymi ranami, wrzodami, wszami.
Dziś pani doktor i jej mąż mają prostą receptę na pomoc bezdomnym: w tej pracy poradzi sobie każdy, kto się nie brzydzi drugiego człowieka.
Zawsze, kiedy nad ich domem zbierały się czarne chmury, radzili sobie. Kiedy chodzili na dworzec z termosami pełnymi zupy i kanapkami, ustawiała się spora kolej­ka i nigdy dla nikogo nie zabrakło. Kiedy brakowało im na czynsz, ktoś sypnął groszem


Świadectwo

Małgorzata mówi, że jej życie jest świadectwem powrotu do Jezusa.
"Spałam po śmietnikach, kanałach, piłam, kurzyłam papierochy. Alkoholiczka byłam, miałam konkubenta. Jak zaczęłam chorować, koleżanka mnie zaprowadziła do Ilonki. Ilonka mnie zaczęła ewangelizować, cały czas słuchałam o Jezusie i postanowiłam pójść za Nim. Przyjęłam go za swojego Pana, wyleczyłam się z nałogów. I z Gienkiem ślub wzięłam."
Dziś Małgorzata mieszka z mężem we własnym mieszkaniu, do wspólnoty przychodzi pomagać: przygotować posiłki, rozwiesić pranie.

Sprawa

Obrony dr Rosiek-Konieczny podjął się mecenas Jan Widacki. W jego opinii jest to sprawa ciekawa z prawnego punktu widzenia.
- Trzeba sobie postawić zasadnicze pytanie, dlaczego takim ludziom - biednym, bezdomnym nie można pomóc zgodnie z prawem. /źródło:Tygodnik Powszechny/