Wyręczanie budżetu Państwa
Dodane przez Redakcja dnia 07 styczeń 2012 23:34:56

Jutro cała Polska zaroi się od ludzi potrząsających kolorowymi puszkami. Wolontariusze Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy po raz dwudziesty zbiorą narodową tacę. Za każdym razem cel zbiórki jest wzniosły, a akcja z roku na rok wychodzi naprzeciw nowym, palącym potrzebom społecznym.
  
 Efekty są imponujące. Chyba nie ma już w Polsce takiego szpitala, a nawet oddziału szpitalnego, w którym nie byłoby sprzętu z naklejką "Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy". Cieszą się lekarze, tysiące ludzi chodzi ze świadomością, że WOŚP uratowała im życie, a mnie zaczynają nachodzić wątpliwości, czy to wszystko jest zdrowe i normalne...

 


Treść rozszerzona

Sprawa moim zdaniem nosiła znamiona budującej inicjatywy społecznej, dopóki była akcją samej fundacji WOŚP. Cieszyłem się, że grupa aktywnych ludzi, widząc pilną potrzebę i niezdolność Państwa do jej zaspokojenia, ogłosiła zbiórkę pieniędzy, ażeby problem rozwiązać. Serce mi rosło, gdy widziałem, jak zwykli, biedni ludzie wrzucają do puszek nawet banknoty! Dumny byłem z Polaków, gdy wieczorem ogłaszano łączną kwotę zebraną w akcji.

 W normalnie funkcjonującym Państwie takie sytuacje, owszem, zdarzają się, ale na okoliczność kataklizmu, wojny, epidemii lub nagłego krachu finansowego. W zwyczajnych warunkach pokojowych środki na zaspokojenie potrzeb ogólnospołecznych wygospodarowuje się z budżetu Państwa. Ambicją i obowiązkiem demokratycznie powołanej władzy państwowej jest takie zarządzanie finansami publicznymi, ażeby wyciąganie od ludzi pieniędzy na ulicach traciło rację bytu.

 W Polsce jest jednak inaczej. Ze zdumieniem zauważam, że szumne, uliczne zbiórki pieniędzy na wyposażenie polskich szpitali w podstawowy sprzęt medyczny, jakoś nie zawstydzają nikogo z rządu i nie wzbudzają zdrowych ambicji, prowadzących do postawienia wreszcie tych spraw na nogi.

 Dzieje się coś wręcz przeciwnego. Z każdym nowym rokiem kolejne urzędy i instytucje państwowe przyłączają się do akcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, wspomagając proceder brania od ludzi ich prywatnych pieniędzy na zaspokajanie publicznych potrzeb.

 Zaangażowanie w sprawę prezydenta RP, mediów publicznych, mennicy państwowej, banku narodowego, urzędników państwowych, umundurowanych funkcjonariuszy i żołnierzy dowodzi, że pieniądze są już faktycznie zbierane przez aparat państwowy, a jedynie zagospodarowywane i firmowane przez fundację WOŚP.

 Jakoś nie zanosi się na to, że po upływie dwudziestu paru lat od zmian ustrojowych i rzekomo bardzo dobrej w ostatnich latach kondycji finansowej państwa polskiego, zaspokajanie publicznych potrzeb metodą publicznej zbiórki trafi do lamusa. To zaczyna wyglądać na jakiś doroczny, dodatkowy podatek, z tym, że pobierany prosto z ulicy i przy wesołej muzyce...

 Dlaczego ośmielam się tak pisać o powszechnie akceptowanej i wydaje się, że przez wszystkich lubianej akcji? Ponieważ czasem, zbiorowo lub pojedynczo, bywamy wciągani w coś, co prawidłowe nie jest, a co pod hasłami miłości i wrażliwości społecznej utrwala chory stan rzeczy.

 Czy Biblia porusza gdzieś tego rodzaju kwestię? Apostoł Paweł zaobserwował, że wśród chrześcijan w Koryncie pojawili się ludzie, którzy metodą umiejętnego PR-u do tego stopnia zawładnęli sercami, że tamtejsi wierzący zaczęli zachowywać się tak, jakby byli w amoku. Oto jak wyartykułował on swoją diagnozę: Znosicie bowiem, gdy was ktoś niewolnikami robi, gdy was ktoś wyzyskuje, gdy was ktoś łupi, gdy się ktoś wynosi, gdy was ktoś po twarzy bije [2Ko 11,20].

 Koryntianie tego już nie zauważali. Wszystkie słowa i propozycje nowych arcyapostołów [2Ko 11,5] brali za dobrą monetę. Komukolwiek, kto ośmieliłby się wypowiedzieć coś przeciwko nim gotowi byli raczej wydrapać oczy, niż wsłuchać się w jego zdroworozsądkowe słowa. Nie wiadomo kiedy i jak, a sytuacja we wspaniałym, bogatym w dary duchowe, zborze stała się nienormalna.

 Skoro już pierwsi chrześcijanie borykali się z tego rodzaju zjawiskami, to i my z pewnością nie jesteśmy od nich wolni. Bądźmy czujni, gdy ktoś zaczyna bardzo o nas zabiegać i nas chwalić. Gorliwie o was zabiegają, ale nie w dobrych zamiarach, bo chcą was odłączyć, abyście wy o nich zabiegali [Ga 4,17] – poucza Słowo Boże. Niestety, dość często chodzi o to, aby zdrenować nam kieszeń i zrobić to tak bezboleśnie, żebyśmy się nawet z tego cieszyli...

 Brak świadomości, że coś takiego ma miejsce, jeżeli utrzyma się na dłuższą metę, utrwali nieprawidłowy stan rzeczy. Może nawet dojść do powszechnego przekonania, że tak jest dobrze i normalnie. Nie trzeba już dodawać, jak ważną rolę odgrywa w tym muzyka.

Powróćmy jeszcze na moment do jutrzejszej zbiórki. Słyszałem, że w niektórych miastach przegania się żebraków z ulicy i wzywa ludzi do tego, żeby nie dawać im pieniędzy, bo to utrwala nieprawidłowe postawy społeczne. Czy w takim razie nie rodzi się pytanie: Dlaczego jeden może chodzić z puszką i to z obstawą straży miejskiej, a drugi, wcale nie bogatszy, nie może z nią nawet stanąć gdzieś w tunelu? Coś mi tu nie gra.

 Apostoł Paweł odważył się i podjął próbę otwarcia Koryntianom oczu na to, co naprawdę w ich zborze miało miejsce. Ośmieliłem się dziś i ja, aby na przykładzie ogólnokrajowego zjawiska podzielić się swoimi wątpliwościami na temat tego, co zdarza się w niejednej wspólnocie kościelnej.

Wiem, że nie zawrócę kijem Wisły, ale może przynajmniej w obrębie lokalnej społeczności Kościoła będziemy bardziej korzystać z mądrości Słowa Bożego... / M. Biernacki/