Cisza
Dodane przez Redakcja dnia 15 lipiec 2006 17:22:52

Autor: n/n

     W powiewie wpadającym przez okno czujesz delikatny chłód poranka. Wschodzące słońce tworzy na przedniej szybie twojego samochodu ledwie zauważalne, delikatne pasma barw. Gdzieś spoza szpaleru drzew dobiega cię szczekanie psa i śmiech dzieci, oddalający się coraz bardziej. Po chwili już nic nie mąci panującego nastroju. Patrzysz przez chwilę na wolno opadające drobinki kurzu, widoczne w promieniach światła jako małe iskierki. Czujesz, że taka chwila się więcej już nie powtórzy. Jeszcze chwilę się wahasz, ale wiesz już, że nie zmienisz decyzji.

      Przekręcasz kluczyk. Spod maski samochodu dobiega cię głodny warkot, przechodzący momentami w zgrzyt. W końcu silnik zapala. W nagłym zawirowaniu powietrza kurz wiruje jak w potępieńczym tańcu, zrywając na chwilę więzy nałożone przez prawo ciążenia. Ale ty już tego nie widzisz, ruszasz powoli do przodu, w stronę wyjazdu na drogę. Przyspieszając coraz bardziej włączasz radio. Wschodzące słońce masz za plecami, odwracasz lekko lusterko, aby nie zostać oślepionym. Przed sobą widzisz wjazd na autostradę. Na jednym drogowskazie widnieje napis "SZCZĘŚCIE". Niestety, w pędzie umyka ci sprzed oczu liczba oznaczająca dzielącą cię od niego odległość. A może jej wcale nie było...

      Już jedziesz po twardej, powoli nagrzewającej się nawierzchni. Zapowiada się piękny dzień, ale ty tego nie zauważasz, wpatrzony w niknącą na horyzoncie czarna wstęgę niosącej cię autostrady. Na razie nie widzisz żadnych zakrętów, obie krawędzie drogi zlewają się w oddali w jeden punkt. Biała, przerywana linia prowadzi cię jak nić Ariadny prosto w nieznane. Gdzieś daleko w tyle został twój dom, twoje dzieciństwo- ty jednak już o tym nie pamiętasz. Nie pamiętasz nawet chwili niepokoju, który cię ogarnął gdy, zauważyłeś, że z przeciwka nikt nie wraca.

      Pochłonęła cię całkowicie umykająca spod kół szosa i gwizd wiatru na czubku anteny. Czujesz się wspaniale. Im dalej jedziesz tym więcej napotykasz innych samochodów. Myślisz, że oni tez jadą po szczęście. Boisz się. Może dla ciebie nie starczy! Wciskasz mocniej pedał gazu. Strzałka prędkościomierza, z początku powoli, później coraz szybciej pnie się w górę. Nie musisz obawiać się policji, jedynymi znakami, jakie napotkałeś były te, które po kolei znosiły wszelkie zakazy. Co się z tobą dzieje? Od pewnego czasu zacząłeś trąbić na tych, którzy cię wyprzedzali. Kilku innych zepchnąłeś z drogi. Ale to dawno przestało być dla ciebie ważne. Jedziesz już z maksymalną prędkością. Masz za sobą niejeden zakręt. Kilka razy byłeś już na granicy śmierci, gdy rozpędzone auto miotane siłą odśrodkową tańczyło na krawędzi drogi. To, że jedziesz dalej przypisujesz swoim umiejętnościom, swojej wirtuozerii w panowaniu nad kierownicą.

      Jesteś panem szosy. To, że hamulce już dawno odmówiły posłuszeństwa, że zarzynana do granic wytrzymałości skrzynia biegów z coraz większym oporem pozwala ci zmienić bieg na niższy, wolniejszy - nie ma dla ciebie żadnego znaczenia. Droga należy do ciebie. Ty należysz już do drogi. Pędzisz z zawrotną prędkością w poszukiwaniu szczęścia i zastanawiasz się, kiedy w końcu do niego dotrzesz.

      Na poboczu dostrzegasz nagle jakąś postać. Autostopowicz? Chyba nie, nie macha do ciebie. Nagle uświadamiasz sobie, że już gdzieś widziałeś tego człowieka. Gdzie, kiedy?... Powracają jakieś obrazy z twojego dzieciństwa. Zapach domu, głos matki... Dociera do ciebie, że widziałeś Go w cieniu drzewa na początku twojej podróży. Siedział również u stóp drogowskazu, widziałeś Go kilka razy w czasie jazdy - przed trudniejszymi wirażami, albo przy prostej drodze. Zawsze patrzył na ciebie z miłością oraz z wielkim zatroskaniem. Nie potrafisz zrozumieć jak to się stało, że jeszcze nigdy nie zwróciłeś na Niego uwagi?

      Twoja noga sama dotyka pedału hamulca. Nie zastanawiasz się jak to się stało, że znowu zadziałał. Zatrzymujesz się przy Nim. Wysiadasz. Czujesz nagły zawrót głowy. Tak dawno nie stałeś już na twardym gruncie - może to były nawet całe lata... Patrzysz na Niego, oczekujesz czegoś. Ale On nic nie mówi. Bez słowa odwraca się i idzie, odchodzi wąską ścieżką prowadzącą w głąb lasu. Nie zauważyłeś jej wcześniej, przyzwyczajony do szerokiego pasma asfaltu. Domyślasz się, że masz iść za Nim.

      Prowadzi cię przez las. Jest chyba koło południa, promienie słońca prześwitującego przez gałęzie drzew padają prosto z góry. W ich blasku wirują kolorowe motyle. To najpiękniejsza chwila twojego życia. Gdzieś z przodu, trochę z prawej strony dobiega cię ryk jakiegoś dzikiego zwierzęcia. Nie boisz się. Wiesz, że z Nim jesteś bezpieczny. Dróżka, którą idziecie, zaczyna powoli piąć się pod górę. Z każdą chwilą zaczynają do ciebie docierać dawno zapomniane wrażenia: zapachy, kolory, dźwięki. Uświadamiasz sobie jak dawno nie słyszałeś śpiewu ptaków. Woń lasu sprawia, że czujesz się świeży, nowo narodzony.

      Tymczasem docieracie na szczyt wzgórza. Rozpościera się ta wspaniała panorama. Jak okiem sięgnąć wszędzie naokoło jest las. Tylko z jednej strony, daleko na horyzoncie widzisz jakieś pola i zabudowania. Po przeciwnej stronie spomiędzy drzew prześwituje błyszcząca wstążka rzeki. Powietrze jest orzeźwiające, lekki powiew wiatru przypomina ci tę krótką chwilę wahania zanim ruszyłeś w drogę. Mógłbyś tak stać godzinami i cieszyć się swoim nowym odkryciem. Czujesz, że znalazłeś szczęście. Nagłe, delikatne dotknięcie odrywa cię od cudownego widoku. Odwracasz się - twój Przewodnik coś ci pokazuje.

      Wiedziesz wzrokiem w tym kierunku. Autostrada! Już o niej zdążyłeś zapomnieć. Powietrze jest tak przejrzyste, że gdy przyglądasz się uważniej dostrzegasz swój samochód porzucony na skraju drogi. Patrzysz dalej, w kierunku, w którym miałeś jechać. Droga wspina się na wzniesienie, po czym nagle urywa się. Nie ma jej. Jest tylko bezdenna czeluść, otchłań, która na ciebie czekała. Już nic nie widzisz. Łzy szczęścia całkowicie przesłoniły ci obraz. Czujesz tylko uspokajające dotknięcia na ramieniu. Dotknięcie, które sprawia, że wiesz - już nigdy nie będziesz sam.