Religia, szkoła i ja.
Dodane przez Redakcja dnia 23 czerwiec 2006 13:51:04
 Autor: P.A. ex Gimnazjalistka       

        Moje życie toczyło się swoim biegiem, tak jak większości ludzi. Było dobrze, w domu kochający rodzice, pieniądze, przyjaciele. Oczywiście chodziło się na imprezy, robiło się wiele głupich rzeczy. I człowiek myślał, że to w życiu jest wszystko, że wystarczy być bystrym i uczyć się, żeby mieć dużo pieniędzy, ładny dom, samochód, itp.
        Był jednak pewien dzień w moim życiu, kiedy wszystko się zmieniło.
W tym dniu oddałam swoje życie Panu Jezusowi, m.in. dzięki zwiastowaniu moich rodziców. Byłam u progu 2 klasy gimnazjum. Moje oczy zaczęły inaczej widzieć świat. Wszystko było takie wspaniałe. Ludzie w zborze, których zaczynałam postrzegać jako rodzinę, rodzice, wszystko było inne. Ja również zaczęłam się zmieniać, zaczęłam kochać ludzi.
         Te wakacje były najwspanialszymi, ale gdy zbliżał się 1 dzień września zaczęły napływać dziwne myśli, zaczęło wracać jedno pytanie: „Co oni na to powiedzą?”. Przecież znają mnie jako rozrywkową dziewczynę, która przeklina, pali i chodzi na dyskoteki. Było jeszcze jedno pytanie: „ Co zrobią, jeśli przestanę chodzić na religię?”. Odrzucą mnie? Będą wyzywać? Ale im bardziej bliskie były moje stosunki z Panem Bogiem, tym bardziej przestawałam się tym przejmować.
       Na początku roku chodziłam jeszcze na religię. W tej klasie zaczęliśmy mieć ją z księdzem. Na lekcjach chyba jako jedyna go słuchałam, a on ciągle mówił jakby do mnie. Z uśmiechem mówił o  Jezusie. Podstępnie wplatał w to idee katolickie. Czułam się, jakby wiedział o tym, że się zmieniłam. Pewnego dnia, gdy przyniosłam kartę ze zwolnieniem z religii, uśmiechnął się i zapytał: „dlaczego?”. Ja nie zastanawiając się długo odpowiedziałam: „Ponieważ poznałam prawdziwego Boga i się nawróciłam”. On nie za bardzo wiedział co powiedzieć, rzekł tylko: „Tutaj drzwi są zawsze otwarte dla Ciebie”.
Dziewczyny zaczęły zauważać, że coś było ze mną inaczej, przestałam przeklinać, nie interesowali mnie chłopcy, na dyskoteki nie chciałam chodzić. I oczywiście przestałam chodzić na religię. W końcu nie wytrzymały i zaczęły pytać: „dlaczego?”. Mimo obaw, jakie miałam, opowiadałam im jak to się stało, że moje życie się diametralnie odmieniło, o tym gdzie teraz chodzę do kościoła, jakie wartości są dla mnie ważne. Zachęcałam je, żeby zaczęły myśleć o prawdzie - ewangelii, ale tego tematu potrafiły bardzo dobrze unikać.
         Miałam trzy bardzo bliskie koleżanki, z którymi byłam zżyta. Dwie z nich coraz mniej ze mną rozmawiały, tylko jedna słuchała. A co było dla mnie dziwne, przestała przeklinać, na razie tylko przy mnie, a ona miała przekleństwo na ustach najczęściej. Słuchała, słuchała, słuchała... Przestała nawet chodzić na religię, żeby ze mną rozmawiać. To dla mnie było pewnego rodzaju radością. To był dobry czas, czas rozmów o Bogu, Biblii, kościele. Gdy ksiądz mnie widywał, podchodził i pytał o różne rzeczy. Był taki dziwny, chciał dowiadywać się coraz więcej. Pytał o różnicę pomiędzy naszymi kościołami i jeszcze o wiele innych rzeczy.
        Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Wigilia w klasie. Wiedziałam, że będę musiała powiedzieć na forum całej klasy, kim jestem i tego bałam się najbardziej. 24 Grudnia był w Sobotę, więc w klasie urządzili tą uroczystość w piątek.
Gdy wszedł ksiądz do klasy, nauczycielka powiedziała, że będziemy się modlić. Ja się przeraziłam, przecież nie będę się modlić do Marii i  aniołów czy nie wiadomo czego. Ulżyło mi, kiedy pomodliliśmy się „Ojcze nasz” i przeczytany został fragment z ewangelii Mateusza o narodzinach Pana Jezusa. Potem było najgorsze - dzielenie się opłatkiem. Każdy po kolei podchodził, a ja każdemu mówiłam, że nie dzielę się opłatkiem i wyjaśniałam dlaczego, oraz życzyłam odnalezienia prawdy i znalezienia tej właściwej, jedynej drogi życia. Cieszyłam się, że mimo obaw, mogłam otwarcie głosić prawdę, bo Pan był ze mną.
Przerwa świąteczna. Do szkoły dopiero szliśmy 2 stycznia. Szybko minęło. Gdy przyszłam pierwszego dnia po feriach, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, klasa traktowała mnie jak dawniej. Nikt nie miał żadnej złości do mnie. Wręcz przeciwnie, chłopacy mi zaczęli mówić cześć, a to było u nich rzadkim odruchem w stosunku do dziewczyn.
         Moje nowe życie szkolne, zaczęło się wspaniale w przeciwieństwie do przeżyć innych młodych ludzi, którzy mi opowiadali o swoich początkach. Ale jeżeli ktoś oddaje swoje życie Bogu, musi sobie postawić pytanie: „ Czy cały, cała należę do Niego, bez względu na ludzi i świat?” Ja zdałam sobie sprawę, że tak i wtedy Pan Bóg pomógł mi przejść przez te trudne chwile. I chwała Panu Bogu za to! 

                                                                               ex Gimnazjalistka