Byłem agnostykiem
Dodane przez Redakcja dnia 09 kwiecień 2009 13:23:22

"A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego,abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe"- list Ap.Pawła do Rzymian 12,2.

Wychowywałem się w tradycyjnej, śląskiej rodzinie katolickiej, jako najmłodszy z trójki braci. Matka, fanatycznie religijna, goniła nas na wszystkie wydarzenia odbywające się w kościele - msze, różańce, roraty, nieszpory, drogi krzyżowe. Nikt nie mógł się sprzeciwić, bo groziła awantura albo lanie. Tak musiało być i koniec, nie było dyskusji.
 
Ale stopniowo rodziło to bunt. Czułem się zniewolony. Coraz częściej robiłem wszystko, aby omijać kościół. Jednocześnie zaangażowałem się w działalność harcerską; piąłem się po szczeblach kariery. Byłem w PZPR i innych partiach lewicowych. Zapomniałem o Panu Bogu, który przestał dla mnie istnieć. Bóg stał mi się obojętny. I tak szedłem przez życie, robiąc karierę zawodową i społeczną. Aż dotarłem do "abrahamowych" lat.

Przeszedłem na emeryturę i coraz częściej zacząłem się zastanawiać nad swoim życiem. Zawiodłem się na kolegach, działaczach-karierowiczach, o podwójnej moralności, głoszących szczytne hasła, a prywatnie żyjących w bagnie nałogów i cudzołóstwa. Lecz Pan Bóg postawił na mojej drodze innych ludzi, byłych alkoholików z Chrześcijańskiej Misji "Elim". Na początku nie wywarli na mnie większego wrażenia. Nie wierzyłem, że Pan Jezus mógł ich wyciągnąć z nałogu. Jednak po jakimś czasie, kiedy mogłem usłyszeć ich świadectwa i widzieć ich radość i optymizm, przekonałem się, jakich cudów może dokonać Bóg. Poznałem żywego, realnego Boga. Pan Bóg coraz częściej gościł w moich myślach. Zapragnąłem go poznać.

I tak, w ślad za moją żoną, trafiłem do lokalnej społeczności chrześcijańskiej, najpierw jako kibic i obserwator. Ale w jedną z pierwszych, grudniowych niedziel 2006 roku, przestąpiłem progi kaplicy Kościoła Wolnych Chrześcijan w Palowicach. Pan Bóg posłużył się pięknymi, chrześcijańskimi pieśniami, które poruszyły moje serce. Kiedy usłyszałem "tam na wzgórzu stał,stary szorstki krzyż", to najpierw się rozmarzyłem, a potem, z mych oczu popłynęły łzy. W tym dniu, w pierwszą niedzielę grudnia 2006 roku oddałem swoje życie Jezusowi. Jestem wdzięczny Bogu za to, że wybaczył mi moje grzechy. Mogę teraz iść tą wąską drogą na spotkanie z Chrystusem.

Dziękuję Ci Panie Jezu za Twoją śmierć i zmartwychwstanie, za to, że mogę być Twoim dzieckiem.


Tadeusz ze Śląska!