Modlitwa do ludzi?
Dodane przez Redakcja dnia 20 styczeń 2008 22:59:17


Autor: Marian Biernacki

"A gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy, gdyż oni lubią modlić się, stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby pokazać się ludziom; Zaprawdę powiadam wam: Otrzymali zapłatę swoją. Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który jest w ukryciu, odpłaci tobie" (ew. Mateusza 6:5,6)

- Zwróćcie uwagę na to, że jestem wśród was.
- Nie jestem gorszy od was, a tak naprawdę, to myślę, że nawet lepszy, bo regularnie modlę się głośno w zborze.
- Posłuchajcie teraz mojego natchnionego głosu i, doceniając styl i elokwencję, podziwiajcie mnie za wytrwałość w modlitwie.
- Jestem rad, że zostałem zauważony i naprawdę lubię was za to, że teraz powiecie głośno - Amen.

Jest to tajny zapis pewnej modlitwy, jaka miała miejsce w zgromadzeniu wierzących. Bulwersujące! Przecież to modlitwa do ludzi! Jak można się tak modlić?! Wyjaśniam więc, że były to myśli, a nie słowa, i dla uspokojenia podaję oficjalną wersję tej samej modlitwy. Oto, co usłyszało zgromadzenie:

- Drogi Boże, dziękuję Ci, że mogę być na nabożeństwie.
- Wyznaję, że jestem Twoim dzieckiem i znowu, pokornie, wyrażam moją wdzięczność dla Ciebie.
- Uwielbiam Cię, jak zawsze, tak i teraz. Podziwiam Cię za Twoje cudowne działanie w moim życiu.
- Dziękuję, że mogę czuć się potrzebny w tym zborze. Pragnę, abyśmy zawsze byli jedno - Amen.

To brzmi już znacznie lepiej. Ba, możemy nawet spokojnie stwierdzić, że jest to normalna, prawidłowa modlitwa, jakich wiele, i której sami nie wahalibyśmy się potwierdzić. Skąd więc sugestia tej innej, ukrytej treści? Skąd posądzenie o taką obłudę? Zanim wzruszymy ramionami, skierujmy nasze myśli na odczytany fragment Ewangelii.

Nauczając prawdziwej pobożności Syn Boży w kilku zdaniach przedstawił modlących się ludzi. Dowiadujemy się, że lubili się modlić. To mogłoby świadczyć o ich wysokim poziomie, o ścisłej i osobistej więzi z Bogiem. Mogłoby - ale nie świadczyło. Pan Jezus obnażył ich upodobania i okazało się, że nie tyle zależało im na samej modlitwie, co na miejscu modlitwy.

Wiadomo, że religijni Żydzi, bo o nich mowa, modlili się trzy razy dziennie i to o stałych wyznaczonych porach. Lubili to robić w synagodze i na rogach ulic. Wychodząc na ulicę mogli więc przewidzieć, gdzie będą, gdy nadejdzie pora modlitwy. Jezus zauważył, że większość z nich dawała swojej pobożności "złapać się" na rogach ulic. W ten sposób nadchodzący z różnych stron ludzie mogli ich podziwiać. Modlitwa w takim miejscu była przebiegłą metodą podkreślenia własnej pobożności. Jakże miłe było to poczucie prestiżu i szacunku wśród zwykłych grzeszników ulicy. Niemniej przyjemne było, gdy przełożony synagogi, po zakończeniu modłów, dziękował za zaangażowanie i gdy uczestnicy zgromadzenia obdarzali ich ciepłymi, pełnymi akceptacji spojrzeniami. Dlatego też lubili się modlić również w synagodze.

Czy jednak tylko Żydzi mieli takie upodobania? A może i chrześcijanie myślą podobnie?

- Pomodlę się głośno i długo. Niech inni wiedzą, jak wiele mam do powiedzenia Bogu.
- Moja modlitwa na nabożeństwie przekonuje pastora o moim stałym wysokim poziomie duchowym. Muszę się pomodlić głośno i długo, nawet jeśli innym nie starczy już czasu.
- W tym gronie nie wypada się położyć spać bez klęknięcia przy łóżku. Jeszcze pomyślą, że jestem mało uduchowiony.

Czy powyższe myśli zaskakują nas dlatego, że są nam zupełnie obce, czy też dlatego, że nieprzyjemnie zbiegają się z tymi, które czasem i nam towarzyszyły?

Niestety, są ludzie, dla których pobożność to długa modlitwa w miejscu publicznym. Posługują się modlitwą, jako środkiem do zwrócenia na siebie uwagi i podkreślenia swojej duchowości. Chrześcijanie nie mogą tak postępować!

Pan Jezus jednoznacznie stwierdził, że ludzie modlący się publicznie, by zyskać uznanie, to hipokryci, których pobożność jest bezwartościowa w oczach Bożych. Całą chwałą i zapłatą wynikającą z takiej modlitwy jest dobra opinia wśród ludzi. Chociaż i tutaj przestrzegałbym przed wybujałymi nadziejami, inni wierzący bowiem wyczuwają takie modlitwy i możemy raczej stać się przedmiotem żartów niż podziwu w ich gronie.

Ale najbardziej tragiczne w praktykowaniu modlitwy na pokaz jest to, że taka modlitwa nie zostaje odnotowana w niebie. Bóg, znając intencje ludzkiej duszy, nie "podsłuchuje" modlitw, które w rzeczywistości są adresowane do ludzi. Modląc się ze względu na ludzi tylko od nich odbieramy zapłatę i na nic więcej nie możemy liczyć. Może ktoś stwierdzi, że ładnie się modlimy. Może i przekonamy kogoś w ten sposób, że jesteśmy pobożni. Lecz cóż mamy naprawdę z tej ludzkiej pochwały? Wystarczy, że w następną niedzielę ktoś pomodli się żarliwej niż my i już o nas zapomną. Czy warto więc rezygnować z prawdziwej chwały w niebie w zamian za coś tak ulotnego?

To nie znaczy, że należy zaniechać modlitwy publicznej. Ma to głęboki sens, gdy otwarcie, w zgromadzeniu zwracamy się do Boga. Gdy w towarzystwie wierzących i niewierzących głośno Mu dziękujemy, przedstawiamy nasze prośby i oddajemy Bogu należną chwałę. Służy to zbudowaniu innych, stanowi przykład i zachętę. Ale w związku z tym, że w takiej modlitwie, wszyscy - bez wyjątku - mamy skłonność do zwracania uwagi na ludzi, Pan Jezus udziela nam praktycznej i pożytecznej wskazówki. Zaleca, aby zasadniczą część naszego życia modlitewnego przenieść z miejsc, w których jesteśmy widziani i słyszani przez ludzi, do miejsca, gdzie jesteśmy zupełnie sami. Zdaniem Jezusa jest taka sfera, która stając się miejscem naszej modlitwy, uwalnia nas od tych dyskwalifikujących motywacji.

"Gdy się modlisz, wejdź do komory swojej". Chodziło Mu o komórkę lub pokoik w głębi domu, dostępny tylko dla domowników. Każdy z nas potrafi znaleźć dla siebie takie miejsce spotkań z Panem. Gdy świadomie rezygnujemy z ciągłego towarzystwa innych ludzi w takim miejscu trwamy w modlitwie, nie ma już obawy, że inni będą nas podziwiać za pobożność. Prędzej posądzą nas o to, że długo śpimy, próżnujemy albo całymi godzinami oglądamy telewizję. I może nawet takie błędne domysły są dla nas korzystniejsze od posiadania reputacji ludzi bardzo uduchowionych i rozmodlonych. W ten sposób nikt z ludzi przez swoją pochwałę nie zabierze nam nagrody w niebie. I lepiej będzie dla nas, gdy dopiero tam wielu z nich zostanie wyprowadzonych z błędnej oceny naszego życia. Każda bowiem niedoceniona przez ludzi modlitwa pomnaża naszą chwałę w Królestwie Bożym.

Jeszcze wszakże jeden, dodatkowy warunek. Syn Boży wyraził go polecając zamknąć za sobą drzwi "komórki modlitewnej". To znaczy, że można iść na modlitwę osobistą pozostawiając drzwi celowo uchylone. Niby sam na sam z Bogiem, ale cały zbór jest poinformowany, w jakich godzinach nie należy nas odwiedzać, ponieważ się modlimy. Zaszywamy się gdzieś na osobistą modlitwę, podczas gdy nasza żona dyskretnie "uchyla" drzwi, informując osoby postronne o naszym pobożnym zwyczaju.

"Zamknij za sobą drzwi" - znaczy: zadbaj o to, aby mieć taki osobisty czas z Bogiem, o którym nikt z ludzi nie wie i nawet się nie domyśla. A Ojciec twój, który przenika tajemnice, odpłaci tobie.

Przedstawione wskazówki dobrze ilustruje przykład małżeństwa. W życiu małżonków są takie chwile, gdy wyznają swoją miłość publicznie, przy świadkach. Bywa, że co jakiś czas w obecności innych ludzi wyrażają przywiązanie do siebie i ma to określone znaczenie dla małżeństwa. Ale czy ich związek miałby szansę przetrwania, gdyby zabrakło w nim czasu spędzonego tylko we dwoje? Podobnie jest ze społecznością wierzącego z Bogiem, którą odzwierciedla modlitwa. Mamy więc takie chwile, gdy wyznajemy Boga publicznie jako naszego Zbawiciela i Pana. Bywa, że w obecności innych ludzi wyrażamy nasze uczucia i - jeśli nie robimy tego na pokaz - takie publiczne wyznania przed Bogiem są nam bardzo potrzebne.

Ale prawdziwa pobożność domaga się czegoś więcej. Pragnie czasu spędzanego sam na sam z Bogiem. Troszczy się o modlitwę w ukryciu. Właśnie te nieznane nikomu z ludzi godziny spędzone tylko z Bogiem zadecydują o naszej pochwale w niebie.

Prawdziwa pobożność wyraża się w modlitwie. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że nie powinniśmy jej ograniczać tylko do miejsc publicznych. Zbyt często modlimy się wówczas bardziej do ludzi niż do Boga. Aby ochronić nas przed tym niebezpieczeństwem, Jezus proponuje nam dyskretne spotkania sam na sam z Bogiem i wyznacza nasz prywatny "kącik" jako miejsce tych spotkań. Idąc na nie postarajmy się, aby nikt o tym nie wiedział.


Artykuł ukazał się w miesięczniku Kościoła Zielonoświątkowego "Chrześcijanin"