Wpisy
Czy wiesz w co wierzysz?
(24-02-2010) - Dodał:Redakcja
Pierwszy cykl wykładów na szkoleniu to Podstawy Chrześcijaństwa. Zbyt oczywiste?
(Na marginesie, trafiliśmy ostatnio na statystyki: 75% Polaków regularnie chodzi do kościoła, tylko 30% wierzy w zmartwychwstanie i życie wieczne.)
Oczywiste. I jednocześnie potrzebne!
Uczymy się ze Szczepanem angielskiego. Przy tej okazji trafiło się takie zadanie - opowiedzieć Ewangelię, od początku do końca, od stworzenia do powtórnego przyjścia Jezusa. To nie jest krótka historia! Raczej burzliwa opowieść o nieprawdopodobnej, gorącej miłości Boga i upartym buncie człowieka.
Na ile to, co wiemy, umiemy przekazać dalej? Jak wytłumaczyć Jednego Boga w Trzech Osobach? Co to znaczy, że Bóg jest Wszechmogący i Miłosierny, skoro tylu niewinnych ludzi wciąż cierpi? Czy Jezus naprawdę musiał umrzeć? A co z piekłem i niebiem?
Wykłady były prawdziwie odświeżające, a co najcenniejsze - nie dostaliśmy cudownej formuły, którą można by wtłoczyć w głowę świeżego konwertyty. Każdy musi znaleźć swoje własne odpowiedzi. Mamy czas, wertujemy Biblię. Czasem trzeba przełożyć wiedzę, która jest w głowie, na język serca. A czasem odwrotnie - spróbować logicznie i spójnie opowiedzieć to, co w głębi ducha jest już dawno oczywiste.
Czytaj jak rakieta!
(09-02-2010) - Dodał:Redakcja

W centrum misyjnym w Mamelodi rusza niebawem program edukacyjny - nauka czytania i pisania dla 20 najbardziej opóźnionych dzieci z okolicznych szkół. Dlaczego pomoc w nauce jest tak ważna? W Południowej Afryce tylko 5% dzieci i młodzieży potrafi czytać i pisać na poziomie odpowiednim do wieku. Choć prawdziwych analfabetów jest niewiele, miliony osób nie są w stanie swobodnie się komunikować na piśmie, nie potrafią wypełnić dokumentów ani przeczytać książki. To znacząca przeszkoda w zwalczaniu biedy i epidemii AIDS, ale też ograniczenie dla Kościoła i rozprzestrzeniania Ewangelii.
Do nauki posłuży amerykański program Reading Rockets - niesamowicie efektywne narzędzie alfabetyzacji, które jednak wymaga pracowni wyposażonej w (przeciętnej klasy) komputery. Udało się już zdobyć 6 z 20 potrzebnych komputerów. Jeśli ktoś z Was chciałby mieć swój udział w tym projekcie, można przekazać ofiarę na konto OM: http://www.pl.om....;Itemid=29 z dopiskiem "Komputery dla Mamelodi - RPA". Wszystkich Was zachęcamy, by modlić się o to przedsięwzięcie
Nasze dzieciaki
(30-01-2010) - Dodał:Redakcja

Jeździmy do Mamelodi co tydzień, od jakiegoś czasu. Czekamy zawsze na to sobotnie przedpołudnie - czas spędzony z dzieciakami jest niesamowicie intensywny, radosny, porusza nasze serca. Dzieci, które przychodzą, są w różnym wieku - gromadka zasmarkanych maluchów, starsze dziewczynki (9-11 lat) i dwaj nastoletni chłopcy. Zdążyliśmy się już zżyć, poznać, a każde pożegnanie to prawdziwy rytuał: wszyscy rzucają się w objęcia, każdy dostaje po 3 uściski, przybija "piątkę". Będziecie się o mnie modlić? - pytam dziewczyny. Bo ja będę się o was modlić codziennie przez cały tydzień!
Dzisiaj znowu spędziliśmy z nimi rozbrykane dwie godziny. Pomagali też Bartek i Monika z Polski i Kornelius z Niemiec. Był obowiązkowy mecz piłkarski, rysunki na chodniku, tor przeszkód, ciastka. Słuchaliśmy historii Abrahama, modliliśmy się. Wspaniały, beztroski czas.
Dwie dziewczynki przyszły dzisiaj trochę nachmurzone. Pytam, dlaczego nie chcą się bawić ze swoją koleżanką. Ona jest nudna - mówią. Próbowałam się dowiedzieć, co to znaczy. Ona lubi chłopaków - mówią zawstydzone dziewczynki, uśmiechając się do siebie porozumiewawczo. Jak to? - zapytałam. Oj no wiesz - powiedziała starsza, 10cio letnia, i zaczęła kołysać biodrami w przód i w tył - ona śpi z chłopakami.
Może to plotka, a może prawda. Dziewczynka o której mówiły to małe dziecko, nawet nie nastolatka. Na koniec zajęć przyszła do mnie i przytuliła się mocno. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką - powiedziała. Nie chcę stąd iść.
Prosimy, módlcie się o te nasze dzieciaki.
Powyżej rysunki tych dziewczynek - w zeszłym tygodniu była Arka Noego. Dostałam je od nich w prezencie, więc to prezent także dla Was wszystkich, którzy nas tutaj wspieracie i podtrzymujecie w modlitwach.
Statystyki na ten temat są porażające (RPA):
54.2% dzieci regularnie wykorzystywanych seksualnie
28.9 % doświadcza gwałtu w dzieciństwie
50.2 % uważa swoje dzieciństwo za szczęśliwe
Życie w bazie
(28-01-2010) - Dodał:Redakcja
Uczymy się jeszcze nowego rytmu - głośny, irytujący dzwonek dobiegający z kuchni oznacza, że trzeba jak najszybciej przyjść, na posiłek albo jakieś organizacyjne zebranie. Woda w prysznicach raz jest bardzo gorąca, raz bardzo zimna, także mamy nieplanowane zabiegi upiększające - ponoć naprzemienny prysznic ujędrnia skórę. Przez ostatni miesiąc padało praktycznie codziennie, więc nasze ulubione afrykańskie czerwone, gliniaste błoto jest wszędzie, żadne prawdziwe buty nie wytrzymają takiego grzęzawiska, lepiej chodzić w klapkach i pod koniec dnia porządnie umyć nogi. Prać w pralce ponoć nie warto, lepiej w ręku, bo pralka pierze na zimno, kosztuje 15 randów, no i jest jedna - a chętnych będzie 80. Ręczne pranie na tarce jest zdecydowanie bardziej stylowe i daje okazje do rozwijania życia towarzyskiego, ale trudno powiedzieć, jakie będą efekty. Niektórzy wyrażają opinię, że w ogóle pranie jest lekkim złudzeniem, bo wszystko jest ciągle lekko przybłocone i przyszarzałe. Coś w tym jest! No i wszędzie gdzie się nie pójdzie są ludzie. To na razie bardzo przyjemne, poznajemy się i to fascynujące doświadczenie, słuchać historii ludzi z całego świata i tego, jak Bóg działa w ich życiach. Z pewnością może się po czasie przejeść to wieczne towarzystwo - zwłaszcza, że teraz jest nas ledwie 1/4 wszystkich uczestników szkolenia, ale na razie się cieszymy rozmowami i wesołym zamieszaniem.
Nowy dom
(28-01-2010) - Dodał:Redakcja
Przeprowadzka już za nami! Od wczoraj mieszkamy w bazie treningowej. Wyprowadziliśmy się z przytulnego, komfortowego domu na strzeżonym osiedlu w warunki iście spartańskie... i bardzo nam się podoba! Nowy pokoik nie zrobił na nas piorunującego pierwszego wrażenia, ale staraliśmy się urządzić go po swojemu i po kilku godzinach mieliśmy już nowy DOM. Nasz pokoik znajduje się w sąsiedztwie warsztatu, więc otoczenie nie zachwyca, ale to nie ma większego znaczenia - mamy swoje miejsce.
Zion Christian Church
(11-01-2010) - Dodał:Redakcja

Kim oni są?
Próbując zrozumieć duchową rzeczywistość w RPA, zaczęliśmy się zastanawiać, jak to możliwe, że wg oficjalnych statystyk, jest tu aż 70% chrześcijan, skoro w Pretorii, jak na tak duże miasto, chrześcijańskich kościołów jest niewiele. Którejś niedzieli zabłądziliśmy w slumsowej części Mamelodi, dotarliśmy w okolice torów kolejowych i fabrycznych ruin. Tam zaciekawiły nas porozsiewane po polach, zgromadzone w kręgach pod drzewami grupy ludzi ubranych w białe szaty, kobiety z białymi chustami na głowach. Wyglądało to na religijne zgromadzenie, ale nie przypominało nic, co już znamy. Później zaczęliśmy zauważać, że nie tylko strażnicy na naszym osiedlu, ale też sprzedawcy, ogrodnicy, zwykli przechodnie, kobiety i dzieci, często noszą przypiętą do piersi zieloną odznakę ze srebrną gwiazdą, a czasem też czapki, przypominające wojskowe, z tym samym emblematem. Postanowiliśmy dowiedzieć się więcej.
Wódz i miliony wyznawców
ZCC - Zion Christian Church (w polskiej literaturze występuje jako syjoński Kościół Chrystusowy) ma w tej chwili, w swoich dwóch odłamach, od 13 do 15 milionów członków - to przeszło 1/3 ludności RPA! Kościół powstał w 1924 roku, ale jego błyskawiczny przyrost to ostatnie dziesięciolecie, kiedy to stał się największym "chrzescijańskim" wyznaniem w kraju.
ZCC został założony przez Ignatiusa Lekganyane, wnuka znanego afrykańskiego czarownika, który w dzieciństwie zetknął się z chrześcijaństwem uczęszczając do misyjnej szkoły. Godność wodzów i biskupów w ściśle przestrzeganych strukturach kościoła sprawują wyłącznie potomkowie Ignatiusa, który jest określany przez syjonistów jako "czarny mesjasz", "posłany przez Boga". Sam założyciel, jak i wszyscy następcy, są utożsamiani z wcielonym Jezusem, mają mieć dzięki temu moc prorokowania i uzdrawiania, i uważa się ich za pośredników między Bogiem a człowiekiem. (Proroczy dar założyciela potwierdzać ma fakt, że przepowiedział klęskę Niemiec w II Wojnie Światowej).
Miłość, pokój i święta herbata
W nauczaniu ZCC duży nacisk kładzie się na miłość, pokój, pokorę, sumienność i uczciwe życie - tradycyjne elementy biblijnej moralności. To, co wyróżnia ZCC to wpływ animistycznych wierzeń i rytuałów, a także cudowne uzdrowienie, które jest najbardziej eksponowanym elementem nauczania. Wiele wyjaśnia fakt, że 80% członków kościoła przyłączyło się do niego licząc właśnie na uzdrowienie. W uzdrowieńczych rytuałach stosuje się skrapianie i obmywanie wodą ze specjalnych źródeł, objawionych wodzowi. Chorym podaje się też wodę z solą, mającą wywołać uzdrowieńcze wymioty, nakłuwa się ręce, nogi lub nos cienkimi igłami, czasem przykrywa się ich kartkami papieru. Również fragmenty ubrań i miedziany drut poświęcone przez biskupa mają mieć właściwości uzdrowieńcze, chronić przed powrotem choroby i atakiem złych duchów. Powszechnie stosuje się też poświęconą herbatę i kawę, sprzedawane w sklepach spożywczych na wsiach i w slumsach w całym kraju.
Taka jest wola przodków
Największym świętem wyznawców ZCC jest Wielkanocny Festiwal, kiedy to do Zion City Moria niedaleko Polokwane w Limpopo przybywają miliony wyznawców, aby uczestniczyć w kilkudniowym nabożeństwie. Biskup nie tylko uzdrawia i błogosławi tłumy, ale też przekazuje im wolę przodków i ich oczekiwania wobec żyjących. Warto tu dodać, że Wódz nie tylko jest pośrednikiem między człowiekiem a Bogiem, ale też między żyjącymi a umarłymi. W swojej doktrynie ZCC zezwala na uczestnictwo w tradycyjnych rytuałach, spożywanie mięsa ze zwierząt ofiarnych i często wyjaśnia choroby i nieszczęścia, lub odwrotnie - błogosławieństwo i dobre plony, odwołując się do działalności umarłych i rozmaitych duchów. Mimo rygoru moralnego (zakaz spożywania palenia, spożywania alkoholu i wieprzowiny, wstrzemięźliwość seksualna i nietolerowanie rozwodów), tradycyjne afrykańskie wpływy widoczne są też w akceptacji dla poligamii - przywódcy miewają nieraz przeszło 20 żon.
Gdzie znaleźć nadzieję?
Nietrudno zrozumieć popularność religii, która głosi równość i miłość uciśnionym, obiecuje zdrowie chorym, a na czele stawia nareszcie jednego ze swoich, człowieka tej samej rasy. Kościoły mogą mnożyć się bez przeszkód, bo większość z nich nie posiada własnych budynków, ale gromadzi się w plenerze, zwykle pod dużym drzewem. Jezus z Nazaretu i jego Ewangelia bez przeszkód mieszają się z tradycyjnymi wierzeniami, bo wyznawcy zwykle potrafią czytać bardzo słabo lub wcale i zwyczajnie nie znają treści Biblii. Potrzebują nadziei, i znajdują ją - w świętej wodzie, w kawałku drutu, w odwiedzinach biskupa. Aby do nich dotrzeć, potrzeba jednocześnie bezkompromisowego trwania w prawdzie Słowa Bożego i ogromnej wrażliwości kulturowej. Podejmijcie razem z nami wyzwanie i módlcie się o tych ludzi!
Kościoły
(28-12-2009) - Dodał:Redakcja
Trochę nas już męczy odwiedzanie co niedzielę innego kościoła, chciałoby się mieć jakiś stały punkt zaczepienia i nie analizować kazań pod kątem wygłaszanych herezji. Tak czy inaczej, takie jest nasze obecne niedzielne zajęcie.
Trzeba by na początku powiedzieć, że połudiowoafrykańska kultura jest szalenie chrześcijańska. W telewizji na okrągło wyświetlają programy promujące muzyków gospel, kościołów jest mnóstwo -przynajmniej w bogatych dzielnicach, a w centrach handlowych można zobaczyć ogromne, wspaniale wyposażone księgarnie chrześcijańskie, gdzie sprzedaje się Biblie we wszystkich możliwych formatach, wersjach i kolorach. W radio słyszeliśmy dziś reklamę salonu samochodowego BMW, zakończoną błogosławieństwem świątecznym. Ludzie odważnie modlą się w restauracjach, a na bilbordach nierzadko pojawiają się biblijne wersety. Brzmi trochę jak chrześcijańska oaza w zeświecczałym świecie?
Nie ma kościoła idealnego, to trzeba od razu przyjąć za pewnik: ufamy, że dopiero spotkanie z Oblubieńcem dopełni chwały Jego ukochanej Oblubienicy. A tak, każde jedno ludzkie przedsięwzięcie, choćby było Bogu poświęcone, podatne jest na ludzką ułomność, w takim czy innym aspekcie. Gdzieś tam jednak - i to naprawde piękne jest w kościołach na całym świecie - pobłyskuje Królestwo Niebieskie, można je w jakiś przedziwny sposób przeczuwać, przebywając wśród wierzących, jakkolwiek egzotyczni by się nie wydawali. Więc tak sobie zwiedzamy kościoły (może na razie bez sukcesu - wciąż szukamy, i z całą pewnością doceniamy jeszcze mocniej nasz Polski duchowy dom), a nasza dotychczasowa perspektywa może się zmieniać i kształtować...
Afrykańskie kościoły są więc dla mnie tajemnicą, rzucają wyzwanie kategoriom, do których przywykłam. Choć nie potrafię tego do końca zrozumieć, widzimy tu miłość i szacunek dla Słowa Bożego, ogromną radość i żywiołowość, adekwatnie do doniosłości Dobrej Nowiny. Widzimy autentyczne emocje, wyrażane w muzyce, która sięga samego dna duszy; widzimy ofiarność, wspaniałą organizację kościelnego życia i ludzi gotowych poświęcać się w służbie. Widzimy otwartość na drugiego człowieka i relacje zbudowane na Bożej Miłości, wręcz nią promieniejące.
Obraz kościoła jako jednego ciała jest chwalebny, jest piękny. A jednak kościoły, które do tej pory odwiedzaliśmy, zdają się mieć tylko to jedno coś, a w innych dziedzinach są nieraz wręcz kulawe. Proporcje bywają zachwiane, a niektóre zachowania - karykaturalne. Wiele jest murów i barier, które nijak nie pasują do chrześcijaństwa. Czasem uderza bylejakość, a czasem onieśmiela przepych. Trochę to dla mnie niepojęte, jak to możliwe, że można głosić wspaniałe, zdrowe kazania, a nie wyrażać w swojej pobożności ani szczypty radości i entuzjazmu. Przecież poznanie Boga powinno wnosić nieprawdopodobną radość! Jak to możliwe, że można głosić doktryny raczej przewrotne, i raczej luźno powiązane z Biblią, a jednak mieć w sobie gorliwość i determinację, by modlić się, pościć i szukać Boga z oddaniem, które rzadko widuje się w Europie. Wiele można by pisać takich zdań, zaczynających się od "jak to możliwe", a jednak jakoś sobie te kościoły funkcjonują, jakoś się w nich ludzie nawracają do Boga, jakoś znajdują zachętę, by dalej za Nim iść. Niewątpliwie wciąż trzeba tu misjonarzy, a jeszcze bardziej - mądrych przywódców.
Jeszcze nie do końca sobie wyobrażam, jak się w tych kościelnych realiach odnajdziemy. Chociaż to niełatwe zadanie, Kościół Jezusa Chrystusa jest wciąż piękny w naszych oczach, i coraz piękniejszy. W Święta nowe odwiedziny, nowe doświadczenie i niestety - rozczarowanie. A w niedzielę... znów będziemy próbować.
Szokujące słowa
(20-12-2009) - Dodał:Redakcja
Jakoś tak to jest, że Biblia jest ciągle ta sama, ale na nasze czytanie Pisma Świętego składa się jeszcze cały osobisty i społeczny kontekst, przeżycie, duchowy i życiowy etap, na którym się akurat znajdujemy, i ciągle nowa praca Ducha Świętego - ogólnie, niesamowita przygoda.

Tak więc przeczytałam ostatnio te słowa:
(31) A gdy przyjdzie Syn Człowieczy w chwale swojej i wszyscy aniołowie z nim, wtedy zasiądzie na tronie swej chwały. (32) I będą zgromadzone przed nim wszystkie narody, i odłączy jedne od drugich, jak pasterz odłącza owce od kozłów. (33) I ustawi owce po swojej prawicy, a kozły po lewicy. (34) Wtedy powie król tym po swojej prawicy: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, odziedziczcie Królestwo, przygotowane dla was od założenia świata. (35) Albowiem łaknąłem, a daliście mi jeść, pragnąłem, a daliście mi pić, byłem przychodniem, a przyjęliście mnie, (36) byłem nagi, a przyodzialiście mnie, byłem chory, a odwiedzaliście mnie, byłem w więzieniu, a przychodziliście do mnie. (37) Wtedy odpowiedzą mu sprawiedliwi tymi słowy: Panie! Kiedy widzieliśmy cię łaknącym, a nakarmiliśmy cię, albo pragnącym, a daliśmy ci pić? (38) A kiedy widzieliśmy cię przychodniem i przyjęliśmy cię albo nagim i przyodzialiśmy cię? (39) I kiedy widzieliśmy cię chorym albo w więzieniu, i przychodziliśmy do ciebie? (40) A król, odpowiadając, powie im: Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście. (41) Wtedy powie i tym po lewicy: Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom. (42) Albowiem łaknąłem, a nie daliście mi jeść, pragnąłem, a nie daliście mi pić. (43) Byłem przychodniem, a nie przyjęliście mnie, nagim, a nie przyodzialiście mnie, chorym i w więzieniu i nie odwiedziliście mnie. (44) Wtedy i oni mu odpowiedzą, mówiąc: Panie! Kiedy widzieliśmy cię łaknącym albo pragnącym, albo przychodniem, albo nagim, albo chorym, albo w więzieniu i nie usłużyliśmy ci? (45) Wtedy im odpowie tymi słowy: Zaprawdę powiadam wam, czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, i mnie nie uczyniliście. (46) I odejdą ci na kaźń wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego.
(Ew. Mateusza 25:31-46, Biblia Warszawska)
Przeczytałam, i nie jestem pewna co mam sądzić o nich, są tak wstrząsające! Żyjąc tutaj, na prawdę jeszcze nie wiem, jak to zrobić, żeby nie znaleźć się wśród tych, którzy w swojej obojętności przegapili Zbawiciela. Co to tutaj znaczy, pochylić się nad człowiekiem?
Nie wiem jeszcze, jak można podobać się tutaj Bogu, jak udźwignąć tyle ludzkiej nędzy?
Może to tak się zdaje, patrząc z zewnątrz, że jak się jest misjonarzem w Afryce, to już się z definicji jest wrażliwym, pomagającym człowiekiem. A ja tu niewygodnie przeczuwam, że nam trzeba wrażliwości, jakiej się w Europie nie mieliśmy okazji nauczyć, że to nieprawdopodobne morze cierpienia wymaga równie nieprawdopodobnego morza miłości i łaski. Bóg podnosi poprzeczkę i to jest trochę przerażające!
Mogę się na szczęście pocieszać, że to Jego proces - On zaczyna, On może tego dokonać.
Weronika
Akcja Ciasteczko
(17-12-2009) - Dodał:Redakcja

Zbliżają się Święta, życie w mieście, i siłą rzeczy - także praca w Bazie, zwalnia tempo (w tym momencie biura są już pozamykane i misjonarze mają świąteczne urlopy)... Ponieważ jesteśmy jednak całkiem wypoczęci i niespecjalnie spragnieni urlopu, postanowiliśmy wymyślić sobie jakieś konstruktywne zajęcie. Tak narodziła się Akcja Ciasteczko!
Idea akcji: pobłogosławić znajomych i nieznajomych z okazji urodzin Pana Jezusa!
Cele: ocieplić lub zainicjować relacje, wywołać uśmiech na twarzy
Metoda: upiec jak najwięcej pierniczków i innych ciasteczek, zapakować świątecznie, dołączyć kartkę z życzeniami i biblijnym wersetem
Grupa docelowa: misjonarze i pracownicy ośrodka misyjnego
Na zdjęciach widać co nieco przygotowań, które rozciągnęły się przez cały weekend, aż w późną noc... Wyprodukowaliśmy setki ciasteczek, różne kształty i smaki. Zapachy niosły się po całym osiedlu, pies był całkowicie zdezorientowany, ale w poniedziałek rano zapakowaliśmy w samochód duży karton pełen świątecznych paczuszek i rozpoczęliśmy kolędowanie po biurach.
Akcja wywołała zaskoczenie, ale i nieco wzruszeń, wymienialiśmy uściski, życzenia, dobre słowa... Zostańcie tu jeszcze z 10 lat! - westchnął nowo zyskany znajomy. Może nie czujemy się tu jeszcze jak wśród swoich, ale jest coraz bardziej swojsko!
Chinga Linga
(17-12-2009) - Dodał:Redakcja
W jedną z sobót mieliśmy nareszcie nasz chrzest bojowy i mogliśmy sami poprowadzić zajęcia z dzieciakami w Centrum Misyjnym. Gry wyszły super, najlepiej przyjęła się królowa polskich podwórek: "1,2,3 Baba Jaga patrzy!"; (przemianowane przez nas na "1,2,3, freeze", żeby nie było pogańsko
. Szczep prowadził śpiewanie piosenek z pokazywaniem - śpiewaliśmy o wielkim wspaniałym Bogu, o Jezusie, który jest jedyną Drogą... jakże byśmy chcieli widzieć te dzieci za 10,20,30 lat, aby wciąż miały takie prawdy w swoich sercach! Na razie to jeszcze maluchy, najwięcej entuzjazmu wzbudza mimo wszystko refren jednej z piosenek: radosne "chinga linga" śpiewane na ugiętych kolankach.
Gdy później opowiadałam dzieciakom historię o Kainie i Ablu, miałam poczucie, że to siedzi w ludziach strasznie głęboko, niezależnie od kultury, ten prastary bratobójczy wzorzec - jemu lepiej idzie, więc mu przywalę. Mamy nadzieję, że regularne mówienie o charakterze Boga i człowieka pomoże tym maluchom właściwie decydować w sytuacjach, kiedy będą skonfrontowani z trudnym światem, który ich otacza.
Zajęcia dobiegły końca, a dzieciaki oczywiście nie chciały wychodzić - trzeba je było prawie siłą wystawiać za bramę, każde się przytulało po 10 razy na pożegnanie. Są nieprawdopodobnie spragnione miłości i uwagi, a to niestety mówi wiele o ich domach. Na razie maluchy zaczynają nabierać do nas zaufania i mamy nadzieję, że za jakiś czas będą się z nami nie tylko bawić, ale też otwarcie rozmawiać.
Szkoła Vuka-Uzenzele
(04-12-2009) - Dodał:Redakcja
Wczoraj byliśmy w publicznej podstawówce w najbiedniejszym rejonie slumsów - dostaliśmy wczoraj propozycję, żeby tam działać, więc się przyglądamy, i modlimy. Potrzeby są wszędzie wokół znacznie większe, niż to, co można zrobić, więc najważniejsze, by wsłuchać się w Boży głos i nie przegapić Jego planów. Co wydarzy się w tej sprawie, jeszcze nie wiemy!
Mogliśmy trochę zobaczyć jak to funkcjonuje - szkoły niestety są jakie są, 50 dzieciaków w klasie, lekcje trwają dość krótko - oficjalnie od 8-13, ale najczęściej dzwonek dzwoni już o 12:30 (w tym jest też przerwa na lunch). Teraz oceny są już wystawione - za chwile letnie wakacje, więc dzieciaki nie mają w ogóle lekcji, tylko cały dzień siedzą na szkolnym podwórku.
Dzielna dziewczyna z Holandii właśnie kończy tam swoją pracę. Dzień upłynął na próbach wytłumaczenia dzieciom, z którymi spotykaliśmy się w małych grupach, o co chodzi w Bożym Narodzeniu. Praktycznie nikt nie wiedział nic na ten temat i nie wiem, czy cokolwiek udało się im wyjaśnić. Tylko 5% tych dzieciaków jest na takim poziomie z czytaniem i pisaniem, na jakim powinni być według programu. Dzieci są bose albo mają za małe lub za duże buty, podarte mundurki, zepsute zęby, trudne domy. Jest co robić!
Słyszeliśmy, że zeszłej zimy OM zorganizował w tej szkole akcję, w ramach której każde dziecko dostawało codziennie jakiś owoc. Zdawałoby się, że to drobiazg. Okazało się jednak, że była to zima bardzo nietypowa. Do szkoły przychodziło 80% uczniów, a nie jak zwykle - poniżej 50%. Warto?
Najbliższy poniedziałek też spędzamy w Vuka-Uzenzele.
P.S.
Co robią Czajkowie, kiedy zaczynają tęsknić za Polską?
* Włączają sobie koncert Sienna Gospel Choir i słuchają, jak Alicja śpiewa Revelation Song.
* Szukają w kolekcji DVD naszych gospodarzy filmów, które mają polskie napisy
* Czajkowa gotuje barszczyk i szuka w sklepach kapusty kiszonej na święta
* Oglądają filmik ze swojego ślubu, zdjęcia i pocztówki przywiezione z Polski...
* raz Czajkowa zaszalała i włączyła Marylę Rodowicz, która śpiewała 'Góralu, czy ci nie żal...'. Ale to było przegięcie i więcej się nie powtórzy
.
Jeździcie TAM? - Mamelodi
(02-12-2009) - Dodał:Redakcja

Starając się o dostęp do internetu, przytrafiło nam się porozmawiać dłużej ze sprzedawcą telefonów komórkowych. Musieliśmy przedstawić zaświadczenie o miejscu zamieszkania, z którego wynikało, że jesteśmy misjonarzami. Chłopak w naszym wieku, elokwentny, miły, biały. Mówi, że to dobrze, że są ludzie, którzy TAM - do Mamelodi jeżdżą. Że to straszne miejsce i że patrzenie na te umierające na AIDS dzieci musi być strasznie przygnębiające. Próbujemy wytłumaczyć, że to nie tak. Że to normalne dzieci i że lubią się bawić. Że tam żyją normalni ludzie, tylko biedni. Że dzieci nie umierają cały czas, tylko na końcu - a w między czasie wciąż jednak żyją. Chłopak mówi, że jechał przez Mamelodi raz w życiu i że to straszne miejsce. Jest z Pretorii. Jakoś mocno tę rozmowę przeżyliśmy. Zaczynamy myśleć, że tu są nie tylko czarne getta. Każdy ma swoje.
Mamelodi to przeszło milionowe miasto tuż obok Pretorii. Zabawne, ale sąsiaduje z jej najbogatszą dzielnicą. Jest to tętniące życiem, gwarne, gęsto zabudowane murzyńskie getto - jadąc kilkakrotnie przez Mamelodi, nie widzieliśmy ani jednej białej osoby. Wąskie uliczki pokrywają ogromny teren, na którym można zobaczyć potworną nędzę, domy z tektury, blachy i odpadków, gęsto zaludnione rejony przypominające śmietnisko. W Mamelodi są też rejony relatywnie zamożne - murowane domki, przykryte prawdziwym dachem - niektóre to miniaturowe wille, mają anteny satelitarne, a przed wejściem stoją dumnie luksusowe samochody. Ponoć w niektórych mieszkają prawnicy i lekarze, w innych - dealerzy narkotyków. Wciąż jednak bardzo mocno czyje się slumsową atmosferę - jest głośno, życie toczy się na ulicach, w sąsiedztwie wszyscy się znają. Wskaźnik przestępczości i liczba zakażeń HIV są tu niesamowicie wysokie. Sam przejazd przez to misto, tak bardzo inne od Pretorii, to przeżycie. Szybko jednak zaczynamy się lepiej czuć w slumsach niż w cichutkich, sterylnych bogatych osiedlach, okręconych drutem kolczastym i płotem pod prądem.
1 grudnia - międzynarodowy Dzień Solidarności z chorymi na AIDS.
Wtorek 1 grudnia spędziliśmy w Centrum Oasis, przy miejskim szpitalu w Pretorii. Pacjenci z AIDS przychodzą tu raz w miesiącu na bezpłatne badania, otrzymują leki i pomoc. Idą często z bardzo daleka - wolą korzystać z opieki oddalonych ośrodków, by ich sąsiedzi nie wiedzieli o ich problemie. Po dotarciu do Oasis spędzają tam cały dzień, czekając w dłuuugiej kolejce. Są tam całe rodziny, przede wszystkim kobiety i dzieci, ludzie w różnym wieku, a także więźniowie w pomarańczowych kombinezonach, ze skutymi nogami.
Razem z całą grupą misjonarzy uczestniczyliśmy w radosnym - a bardzo afrykańskim stylu - święcie. Wiele przedsięwzięć toczyło się jednocześnie - program artystyczny przerywany przez deszcz, spontaniczne tańce w rytm bębnów, zajęcia praktyczne dla kobiet (nauka szycia), darmowy ciepły posiłek, rozdawanie odzieży, spotkanie z kaznodzieją, który opowiadał o Nadziei, jaką jest Bóg, i nasza działka - zajęcia dla tłumów dzieciaków, które nie dawały ani chwili wytchnienia.
Typowy afrykański spontan przydzielił Szczepana do zajęć z balonikami, z których formował różne zwierzaki (pierwszy raz w życiu)!, a Weronikę - do malowania dzieciom buziek. Wszystko to dawało okazję, by zamienić kilka słów z dziećmi i rodzicami, okazać maluchom zainteresowanie i trochę czułości. Było intensywnie, chaotycznie i wspaniale. Cudownie wracać do domu ze zmęczeniem tego rodzaju.

Zmagania raczej banalne
(01-12-2009) - Dodał:Redakcja
Nasza baza OM (Operation Mobilisation)
Pierwsze wycieczki po okolicy wspominamy raczej z uśmiechem...
Sprawa pierwsza - bezpieczeństwo! Usłyszeliśmy wiele dobrych rad, wiele z nich mądrych, ale najpierw przyjmujemy je z typowym dla świeżaków brakiem dystansu: 'w samochodzie torebka zawsze pod siedzeniem', 'okna i drzwi w domu i w samochodzie zawsze zamknięte - zwłaszcza, gdy jesteście w środku&', 'masz prawo przejechać na czerwonym świetle, jeśli czujesz się zagrożony - ktoś się na ciebie gapi, albo coś cię niepokoi'. 'Nigdy nie zatrzymuj się na poboczu, nie stawaj na trasie'.
Dobrze, ale co zrobić, jeśli na każdym skrzyżowaniu, na każdych światłach, jest dużo ludzi (dopowiem - czarnych ludzi), którzy sobie po prostu idą lub stoją, niektórzy się oczywiście patrzą, niektórzy żebrzą, pukają w szyby, inni oferują na sprzedaż różne towary, myją okna, rozdają gazety...
Pierwsze momenty są dość nerwowe, mija kilka dni i okazuje się, że to normalni ludzie, że niektórzy są normalnie w pracy, że się normalnie zachowują i nie ma w tym nic niepokojącego. Błogosławieństwem jest dla nas samochodowa nawigacja, którą dostaliśmy od taty tuż przed odlotem, możemy się bez większego stresu poruszać po mieście, nie boimy się że zabłądzimy w jakieś niebezpieczne rejony. Ale nawet nawigacja bywa czasem zdezorientowana - i wtedy okazuje się, że można pojechać nieznaną drogą i świat się nie wali, nawet jak się człowiek zatrzyma na jakimś parkingu - choć oczywiście dobrze wiedzieć, gdzie jest dom!
Pierwsze wyprawy do sklepów i najpierw lekki szok - nasz budżet na życie ciut mniejszy, niż w Polsce, przeliczamy randy na złotówki, porównujemy, a tu proszę - marchewka 5zł, pieczarki 10 zł, mleko 4 zł, głupia natka pietruszki 8 zł. No i kawa - 30 zł słoiczek. Ach, jak tu żyć! Przyprawy nie takie, jak by się chciało, warzyw niewiele, drożyzna, wszędzie tylko steki i kiełbasy i suszone mięcho.
Ale to też tylko pierwsze wrażenie - jest faktycznie drożej, ale są też produkty znacznie tańsze, jest Makro, jest market warzywny - uruchamiamy kreatywność i zaczynamy zupełnie dobrze wyobrażać sobie naszą codzienność. Weronika po kilku dniach trzyma w dłoni pierwszą główkę świeżego czosnku i oczy jej promienieją, jak u dziecka, co dostało prezent na święta. Hehehehe! Zabawne, co buduje nasze poczucie komfortu i zadomowienia.
Jak tu jest?
Tu gdzie mieszkamy - ładnie jest! Pięknie jest, palmy, słońce, strzeżony kompleks - życie jak z filmu o Miami albo Californi. Nie mieszkamy w luksusach - przynajmniej według tutejszej miary, ale jest wszystko, co można by sobie zażyczyć i więcej, niż to - ciepła woda, pralka, ogródek z grillem, garaż na auto, wyposażona kuchnia, przytulne pokoje. Wszystko to pożyczone tylko na chwilkę, ale czujemy się niesamowicie ubłogosławieni. Nie mamy powodu, by się nad sobą użalać, nie możemy wzbudzić waszego podziwu naszym bohaterskim poświęceniem. Bóg mówi do nas: Ja was przysłałem, Ja o was dbam. Jestem dobrym pracodawcą. Nie myślcie, że coś mi dacie, że kiedykolwiek będę Waszym dłużnikiem. Zawsze jest tylko jeden kierunek - Ja błogosławię, wy przyjmujecie. Zawsze.
Początek
(29-11-2009) - Dodał:Redakcja
Jak to się wszystko mogło zdarzyć? Na lotnisko odwiózł nas nasz pastor - ten sam, który nas oboje chrzcił całkiem niedawno. Tak się dziwnie nam w życiu zdarzyło, dziwnie - pięknie, żeśmy się mogli spotkać z Jezusem, żeśmy się Go mogli zapytać, co dalej z nami ma być, i że On nam tak dziwnie i cudownie odpowiedział.
Jedziemy więc, wyruszamy, lecimy - małżeństwo z półrocznym stażem, z Bożym entuzjazmem i dotkliwą świadomością własnego nieprzygotowania. Na drogę wzięliśmy błogosławieństwo bliskich i Kościoła, uściski znajomych i nieznajomych, sms z wersetem z Przyp 3. Na własnym rozumie polegać tu nie możemy, bo cóż ten rozum wie o życiu w Afryce, o kwestiach rasowych i plemiennych, o tradycyjnym społeczeństwie zachłyśniętym światem supermarketów, o życiu, które jest znacznie tańsze, niż w Europie. Rozum nie pojmie historii o niedokońca szlachetnych bohaterach, o chaosie w miastach, w rodzinach, w szkołach, o skrywanych sentymentach i tęsknotą, za uporządkowaną przeszłością - uporządkowaną ciężką pracą i niecałkiem czystymi rękami. Co możemy rozumieć z kościołów, których jest przy jednej ulicy czasem kilka, z kultury przesiąkniętej gospel i chrześcijańskim popem, gdzie jednak często Ewangelia okazuje się być pozłacaną fasadą. Co wiemy o życiu z wirusem, który odsuwa bliskich, rodzinę, sąsiadów i kościół na bezpieczną odległość nieznośnej samotności. A wreszcie - jak możemy ogarnąć rozumem doniosłość Bożego działania - przez ręce ludzi, których serca zdają się być złamane bólem, a twarze promienieją radością, i którym nie przeszkadza, że to tylko kropla w morzu; jak ogarnąć gorliwość i determinację modlitw, którzy dobrze wiedzą, że potrzebują ponadnaturalnego działania w swoim życiu, jak pomieścić w umyśle głodne miłości oczy dzieciaków, które nie są pewne w swoim życiu niczego.
A może, to wszystko co nam się przytrafia właśnie, to wcale nie jest dziwne, nieprawdopodobne, niezwykłe. Może to jest najnormalniejsza rzecz na tym świecie, może to powinno być znacznie bardziej normalne. Może więcej pastorów zechciałoby częściej odwozić na lotniska, pociągi, statki, rozstaje dróg, tych, których wcześniej ochrzcili?
P.S.
Jerozolima
Lecimy przez Tel Aviv - bo najtaniej. Może strach ruszać się z lotniska. Może stres, może ciężkie bagaże (tak, te podręczne też mogą być ciężkie!). Ale mamy kilka godzin, a taksówką do Jerozolimy podjedziemy w godzinkę. Może warto? Nie było czasu zdobyć choćby mapy starego miasta, nie wiemy do końca, gdzie byliśmy - poza tym, że wiemy, że byliśmy przy grobie Jezusa. Nie szkodzi. Byliśmy Go poszukać, ciekawe, czy byśmy go poznali, gdybyśmy byli tam w czasie, gdy za nas umierał. Dobrze było pójść jego uliczkami, jego śladami - trochę to jest zadanie, które trzeba sobie codziennie stawiać. Dobrze zobaczyć starą Jerozolimę, bo przecież cały nasz wysiłek i życiowe ambicje to ostatecznie Nowe Jeruzalem. Dobrze, choć karabiny, drut kolczasty i religijny jarmark kłują w oczy. Chociaż się żeśmy nie nabyli. Cóż to, trzeba będzie jakoś trafić w kroki Jezusa tu, gdzie jesteśmy teraz!
Pozdrowienia już z Afryki
(22-11-2009) - Dodał:Redakcja
Drogi Czytelniku portalu Ewangelista.pl!
Spotkanie z Jezusem zmienia życie czasem bardziej, niż się człowiek tego w pierwszym momencie spodziewa, i całe szczęście!
Jesteśmy młodym małżeństwem, każde z nas przyjechało do stolicy na studia, mieliśmy jakieś tam plany i wyobrażenia o naszym przyszłym życiu. W swoim duchowym życiu, każde z nas musiało stanąć w punkcie, gdzie potrzeba było decyzji - Czy Jezus bedzie całym moim życiem? Czy mogę zaufać Jego Słowu?
Staramy się odpowiadać na to, codziennie powtarzane pytanie - TAK. Czasem to walka, czasem trzeba czasu lub mądrej rady, żeby znów przyjąć właściwy kierunek, czasem nie widać efektów, - ale zapewniamy, że nie ma wspanialszego życia.
Próba poważnego potraktowania słów zapisanych w Piśmie Świętym doprowadziła nas miedzy innymi do odkrycia misyjnego powołania, by nieść Ewangelię aż po krańce Ziemi.
Tak oto, poprzez pasmo cudów, wyzwań i błogosławieństw, mogliśmy zlądować w Południowej Afryce, gdzie spędzimy najbliższe 2 lata.
Zapraszamy Cię do śledzenia naszych misyjnych przeżyć, doświadczeń i refleksji, którymi będziemy starali się tutaj dzielić. Mamy nadzieję, że będzie to budowało Twoją wiarę, liczymy też, że będzie to zachętą do modlitwy wstawienniczej - o nas samych, ale przede wszystkim, o ludzi, których tu spotykamy i projekty, w których możemy uczestniczyć. Wsparcie duchowe to nasza największa potrzeba tutaj.
Pozdrawiamy serdecznie już z Afryki!
Szczepan i Weronika Czajko
RPA - kilka faktów
(16-11-2009) - Dodał:Redakcja
Trochę faktów o Południowej Afryce ( i Polsce )...
(Dane pochodzą z The World Factbook)
Najwyższy szczyt:
Njesuthi 3,408 m n.p.m.
Rysy 2,499 m n. p. m.
Najniższy punkt:
Ocean Atlantycki 0 m n.p.m.
Raczki Elbląskie -2 m n.p.m.
Populacja:
49,052,489
38,482,919
Przeciętna osoba ma...
24 lata
37.9 lat
Przeciętna prognozowana długość życia:
49 lat (Pozycja wśród krajów świata: 209)
75.63 lat (Pozycja wśród krajów świata: 75)
Odsetek populacji zarażony HIV:
18% (Pozycja wśród krajów świata: 4)
0.1% (Pozycja wśród krajów świata: 127)
Liczba osób żyjących z AIDS/HIV:
5.7 milionów (Pozycja wśród krajów świata: 2)
20 tysięcy (Pozycja wśród krajów świata: 79)
Grupy etniczne:
Czarni Afrykańczycy: 79%
Biali: 9.6%
Mieszani: 8.9%
Hindusi/Azjaci 2.5%
Polacy 96.7%
Niemcy 0.4%
Białorusini 0.1%
Ukraińcy 0.1%
inne narodowości 2.7%
Języki:
IsiZulu 23.8%
IsiXhosa 17.6%
Afrikaans 13.3%
Sepedi 9.4%
Angielski 8.2%
Setswana 8.2%
Sesotho 7.9%
Xitsonga 4.4%
inne 7.2%
Polski 97.8%
inne 2.2%
Czas:
+2 godziny
+1 (czas letni +2)
Populacja żyjąca w ubóstwie:
50%
17%
Bezrobocie:
21%
9%
Inflacja:
12%
4%
Internet - liczba użytkowników:
5 milionów
16 milionów
Główne niepokojące zjawiska:
Handel ludźmi (mężczyznami, kobietami i dziećmi) w celu wyzysku seksualnego i do niewolniczej pracy; pandemia AIDS, znaczący przepływ uchodźców, produkcja i handel kokainą, heroiną, haszyszem i narkotykami syntetycznymi na szeroką skalę
Polska - każdy widzi i wie.
Dlaczego...?
(16-11-2009) - Dodał:Redakcja

Dzieje Apostolskie - 3
Gdy oni tedy się zeszli, pytali go, mówiąc: Panie, czy w tym czasie odbudujesz królestwo Izraelowi? Rzekł do nich: Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec w mocy swojej ustanowił, ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi. (Dzieje Apost. 1:6-8)
Każdy dojrzały chrześcijanin ma zadanie: być świadkiem Jezusa, jego śmierci i zmartwychwstania. Każdy. Każdy ma zadanie być świadkiem tu i tam, blisko i daleko. Nie tu, lub tam. Jakże często zdarza się słyszeć chrześcijan, którzy uciekają od odpowiedzialności za wielkie rzesze owiec, które nie mają pasterza, mówiąc: Ja jestem powołany do Jerozolimy, mojego miasta.
Jak się ustosunkować do tego wezwania? A jeśli nie zamierzam opuścić mojego miasta, czy to nie oznacza, że jestem powołany do Jerozolimy? A jeśli krańce ziemi wolałbym zostawić misjonarzom...?
Po pierwsze, Jerozolima niekoniecznie oznacza dom. To nie było nawet miasto, z którego wywodzili się uczniowie Jezusa! ( Czyż oto wszyscy ci, którzy mówią, nie są Galilejczykami? - Dz. Ap. 2:7) Uczniowie nie czuli się powołani, by iść do Jerozolimy. Uważali, że to zbyt niebezpieczne. "Pójdźmy i my, abyśmy razem z nim pomarli" wypowiedziane przez Tomasza, to nie okrzyk pasjonata, ale westchnienie zrezygnowanego ucznia. Ale Bóg postanowił wysłać uczniów właśnie tam - do miasta, do którego przybyło z okazji Pięćdziesiątnicy 200 000 pobożnych Żydów z terenów całego Imperium Rzymskiego. Wspaniałe okno, by wykrzyczeć ewangelię do tak wielkiego tłumu, który w krótkim czasie zaniesie ją do wielu krajów. Byli to ludzie, którzy podjęli trud dalekiej drogi, aby przypodobać się Bogu. Najwyraźniej był On dla nich bardzo ważny. To była dokładnie ta grupa, której szukamy, niosąc Dobrą Nowinę!
Po drugie, Jezus nie dał swoim uczniom kilku opcji do wyboru. Nie powiedział - skup się na miejscu, w którym stoją twoje stopy. Zignoruj resztę świata. Jego pragnieniem była taka służba, która zmieni historię całego świata, sięgnie wielu miejsc. Nawet apostołowie zostali wysłani do Jerozolimy, aby nauczać i ochrzcić:
Partów, Medów, Elamitów, mieszkańców Mezopotamii, Judei, Kapadocji, Pontu,Azji, Frygii, Pamfilii, Egiptu i części Libii, położonej obok Cyreny, przychodniów rzymskich, zarówno Żydów jak prozelitów, Kreteńczyków i Arabów (Dz. Ap. 2:9-11)
Dlatego 18 listopada 2009r. wyjeżdżamy.
Weronika i Szczepan
» Szukaj Wpisów


