Nasze dzieci


Autor: Krystoń Zbigniew

Jednym z wielu problemów przed którymi dziś stajemy, jest sprawa odpowiedniego wychowania dzieci jak również skutki braku takiego wychowania. I nie jest to tylko problem tego świata. Jest to również problem wielu rodzin i społeczności chrześcijańskich. To o czym już ok. 2000 lat temu pisał apostoł Paweł, że w dniach ostatecznych nastaną trudne czasy, ponieważ ludzie będą...rodzicom nieposłuszni... oraz miłujący, ceniący więcej rozkosze, przyjemności i uciechy niż Boga, staje się przerażającą rzeczywistością – rzeczywistością dotyczącą też dzieci i młodzieży z rodzin chrześcijańskich. Możemy zauważyć jak ten świat staje się dla wielu z nich źródłem, z którego całymi garściami zaczynają czerpać wzorce do swego życia i służby w Kościele. W następstwie tego przestają się kryć ze swoimi skłonnościami do grzechu czy ulegania pożądliwościom swego ciała, odchodząc w końcu w ten świat. I wtedy, a zwłaszcza gdy dotyczy to naszych domów, zaczynamy głośno lamentować. Gdy pojawiają się coraz to nowsze problemy, jeteśmy oburzeni na Pana Boga i na wszystkich , oskarżając ich o przyczyny tego co się dzieje. Wielu rodziców, zamiast trzeźwo spojrzeć na to co się stało i wyciągnąć właściwe wnioski, próbuje to wszystko zbagatelizować, uważając że pewnego dnia ich dzieci przyjdą do Boga. Niektórzy powiadają, że dziecko z rodziny wierzącej musi wpierw pójść w świat i zakosztować głębin grzechu, aby mogło się prawdziwie nawrócić, przytaczając na potwierdzenie tego historię o synu marnotrawnym. Inni zaczynają godzić się z taką sytuacją, twierdząc że tak musi być, ponieważ o tym mówi Słowo Boże. Ale czym są wszystkie tego rodzaju i podobne tłumaczenia? Są one niczym innym jak tylko próbą uspokojenia swego sumienia, usprawiedliwienia siebie czy też próbą zrzucenia z siebie odpowiedzialności, jaką Pan Bóg włożył na nich za wychowanie darowanych im dzieci, za tworzenie właściwych podstaw pod prawidłowo funkcjonującą rodzinę. Pan Bóg dał wspaniały dar – dzieci (Ps.127,3), a wraz z nimi odpowiedzialność za ich właściwe wychowanie i doprowadzenie do Boga, za tworzenie właściwego klimatu i właściwej atmosfery w rodzinie umożliwiającej właściwy wzrost duchowy. Brak przyjęcia na siebie tej odpowiedzialności, jak się później okazuje, jest najczęściej przyczyną wielu „problemów wychowawczych” naszych dzieci. Wielu rodziców, z chwilą przyjścia na świat dzieci, zapominając o Bożej mądrości i Słowie, zaczyna postępować wg własnego rozumu i serca. Rozpieszczając swoje pociechy traktują je jak swego rodzaju „maskotki” którym wszystko wolno. Są gotowi przychylić im Nieba czy też „ściągnąć” każdą gwiazdkę, której sobie zażyczą. Jednak z upływem czasu, gdy przemijają pierwsze „ucieszne i radosne” chwile, te sympatyczne, rozpieszczone dzieciaczki stają się coraz bardziej kapryśne, wymagające i żądające. Będąc trochę tym zmęczeni czy też zajęci innymi ważnymi obowiązkami, chcąc w jakiś sposób „uwolnić” się od nich, dają im i pozwalają na wszystko czego zapragną, nie zważając za bardzo na to w jaki sposób wypełniają one swój czas. W wielu sprawach – w domu, w Zborze czy na ulicy - pobłaża się dzieciom, patrząc poprzez palce na wiele często niestosownych ich zachowań, postaw, działań czy słów... Usprawiedliwieniem takiej postawy jest m.in. pewne filozoficzne podejście do życia mówiące, że „młodość rządzi się swoimi prawami”. W związku z tym nie powinno się dzieciom ograniczać ich młodości, np. poprzez wychowywanie ich w dyscyplinie; nie należy ich za bardzo zachęcać do czytania Biblii i modlitwy, aby ich zupełnie nie zniechęcić do Boga; nie należy za często mówić o konieczności ich zbawienia bo są jeszcze za młode by je zrozumieć i przyjąć itp., uważając, że z biegiem czasu sami dojrzeją i zrozumieją co jest właściwe. Jako dobrzy chrześcijanie, prowadzą w niedziele dzieci na nabożeństwa, na spotkania dla dzieci czy młodzieży, uważając że jeżeli stanowią oni chrześcijańską rodzinę to wszystko jest w jak najlepszym porządku i że Pan Bóg wszystko we właściwy sposób poprowadzi. Lecz szybko nadchodzi czas gdy rodzice ci stwierdzają z przerażeniem, że zaczynają tracić kontrolę nad poczynaniami swych dzieci, przestają mieć jakikolwiek wpływ na ich życie, które w „dowód wdzięczności” odwracają się od Boga i idą w świat, nieraz odchodząc też z domów rodzinnych. Jakakolwiek próba ingerencji w ich życie, zaczyna rodzić w nich bunt: dlaczego to co kiedyś było dla nich dobre, teraz jest złe; dlaczego nie zabraniano im dawniej tak postepować, a dziś próbuje się to robić? To, że tak się dzieje, nie wypływa z tego, że „tak musi być” ale z tego, że to my swego czasu zlekceważyliśmy i nadal lekceważymy Boże Słowo w tym temacie. To my, zajęci swoimi niezwykle „ważnymi” sprawami: praca, przyjaciele, rozrywka, odpoczynek... często nie mamy czasu dla dzieci, nie interesujemy się nimi, ich problemami, bo jakież to one mogą mieć w tym wieku problemy?. Nie mamy czasu by z nimi rozmawiać, by razem czytać Słowo Boże, by razem się modlić; nie mamy czasu by się z nimi bawić; nie mamy czasu by się o nie modlić, by uczyć je ewangelii i prowadzić do Chrystusa, by wpajać w nie potrzebę zaufania Chrystusowi, by rozmiłowywać je w Słowie i w modlitwie. A owoce tego są gorzkie. Dzieci, nie znajdując właściwego oparcia i przykładu w rodzicach, nie znajdując w domu miłości i zainteresowania swymi problemami zaczynają otwierać się na świat i tam szukać wsparcia, pomocy czy też różnych odpowiedzi. Wracając swego czasu pociągiem do Opola, przysłuchiwałem się rozmowie grupy młodych ludzi. Jeden z nich pwiedział z jakimś żalem, że nie czuje się dobrze w domu. Gdy pewnego razu ojciec zaczął po raz kolejny zarzucać mu, że tylko przebywa z kolegami, to on mu odpowiedział: gdy byłem w potrzebie, gdy rozbiłem samochód i miałem z tego powodu problemy to ciebie nie było przy mnie... ale to właśnie ci koledzy wyciągnęli swą rękę i pierwsi przyszli mi z pomocą. Pewien brat, w czasie jednej z rozmów powiedział, że żałuje jednego- że tak mało czasu miał dla swego syna, gdy był mały, by się z nim bawić. Czy masz czas dla swoich dzieci? Czy jesteś gotów zrezygnować ze swych ulubionych czy „potrzebnych” zajęć, by być z dziećmi, by z nimi rozmawiać, by się z nimi bawić, by uczyć je miłości do Boga? Pan Bóg zwraca uwagę na konieczność poświęcenia dzieciom czasu by móc je wychowywać w karności, dyscyplinie, odpowiedzialności i posłuszeństwie, by nauczać je Słowa Bożego przygotowując do podjęcia decyzji przyjęcia zbawienia. „Związał Jakuba przykazaniami i ustanowił w Izraelu zakon, który nadał ojcom naszym, aby głosili go synom swoim, aby poznało go następne pokolenie, a synowie, którzy się urodzą, znów opowiadali go dzieciom swoim: że mają pokładać nadzieję w Bogu i nie zapominać o dziełach Bożych, lecz strzec przykazań jego.” I mamy to czynić już od ich najmłodszych lat, aby gdy podrosną „ nie byli, jak ojcowie ich, pokoleniem przekornym i niewiernym, pokoleniem niestałego serca, którego duch nie był wierny Bogu”. (Ps.78,5-8).

Innym poważnym problemem w wielu rodzinach, wpływającym negatywnie na dzieci, jest brak przykładu. Bo cóż pomoże, jeżeli będziemy dzieciom mówić o Bogu, o tym jak mają żyć, o tym że mają czytać Biblie i modlić się ..., jeżeli one w nas nie będą widziały właściwego przykładu życia z Bogiem- naszego pragnienia i rozmiłowania w modlitwie, w Słowie Bożym, w uczęszczaniu do zgromadzenia, w okazywaniu posłuszństwa Panu? Pan Bóg mówi, abyśmy wpajali w dzieci Jego Słowo, ale wpierw one muszą zobaczyć to Słowo w naszym życiu (5 Mój. 6, 6-9); abyśmy prowadzili je do Chrystusa, ale wpierw one muszą zobaczyć Chrystusa w naszym życiu. Jako chrześcijanie stajemy w obliczu coraz większych wyzwań, również w zakresie walki o nasze rodziny, o to aby były one:

  • miejscem prawdziwego szacunku i czci dla Boga,
  • życiodajną oazą na pustyni tego świata dla każdego członka rodziny, do której wszyscy z radością wracają – oazą uciszenia i pokoju, posilenia i pokrzepienia,
  • Bożą świątynią.
Jest to walka z mocami ciemności, którym często udaje się doprowadzać do tego, że w chrześcijańskich domach, stanowiących Bożą Świątynię, to co jest istotą jej funkcjonowania: - świecznik-obecność Pana; stół z chlebami pokładnymi-Słowo Boże i ołtarz kadzidlany-modlitwy zostają wypierane i zastępowane innymi wartościami, jak: praca, praca i praca; rozrywka i przyjemności (komputer, telewizor, radio) itp. Miłość, pokój wzajemny szacunek, uwielbienie Boga ustępują miejsca złości, nieposłuszeństwu, krzykowi... jednym słowem- chaosowi. Grzech zaczyna przenikać w życie poszczególnych członków rodzin dzieląc i rozbijając je. Słowo Boże wzywa nas, abyśmy przerwali ten łańcuch porażek i przeciwstawili się diabłu (1 Pt. 5, 8.9), abyśmy opadłe ręce i omdlałe kolana wyprostowali (Hebr.12, 12.13) podejmując walkę o naszą wiarę (Judy 3), o nasze rodziny i o nasze dzieci, by pozyskiwać je dla Chrystusa.

Prośmy Boga o łaskę i mądrość do wychowywnia dzieci i do walki o ich dusze, abyś wraz z Jozuem mogli powiedzieć: „Ja i dom mój służyć będziemy Panu”.


dnia 24.03.2007 17:52 1736 czytań · Drukuj


Mp3 Player




Czy Polacy są tolerancyjni wobec innych wyznań

Tak

Nie

Nie mam zdania





Copyright Radmin© czerwiec 2006
Główna  Czytelnia  Biblia  Poezja  Zasady wiary  Dekalog  Słownik  Współpraca  Polityka prywatności  Kontakt

Prosimy o przestrzeganie praw autorskich. Przedruki dozwolone wyłącznie po uzyskaniu zgody Ewangelista.pl
Przedstawione materiały są zgodne z zasadami naszej wiary, nie jest to jednak jednoznaczne z pełnym poparciem prywatnych postaw i zasad wiary
poszczególnych autorów oraz prezentowanych przez nich poglądów.

PHP-Fusion PL

4,785,798 unikalnych wizyt od czerwca 2006

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.


Treść reklam nie zawsze pokrywa się z poglądami Redakcji.