Wychowywanie Dzieci w Rodzinie Chrześcijańskiej


Autor: Rev. Lech Foremski

"Wdrażaj chłopca w prawidła jego drogi, a nie zejdzie z niej i w starości." (Ks.Przysłów,22:6)

Wielu wierzących rodziców obawia się, że szatan uwiedzie i wydrze ich dzieci z rąk Bożych. Jednak wyraźnie widzimy, że Bóg w swoim Słowie obiecuje, że jeśli my będziemy wdrażali nasze dzieci w prawidłowe Boże drogi, to po okresie rebelii, już w dorosłości nasze dzieci uznają, że grzech nie jest dla nich i powrócą na drogę Bożą. Pomimo jednak tych Bożych zapewnień, skąd bierze się w nas taki strach? Z pewnością strach ten, ani podobne myśli nie pochodzą z Bożego źródła. Dlatego pragnę podzielić się moimi doświadczeniami w tej dziedzinie życia, gdyż sam wielokrotnie przeżywałem i przeżywam obawy, czy moje dzieci zachowają i przekażą dalej nasze chrześcijańskie wskazania.

Najwspanialszą rzeczą wynikającą z chrześcijaństwa jest to, że wierzący w Chrystusa posiadają Boże obietnice. Chrześcijanie nie powinni mieć wątpliwości co do Słowa Bożego zapewniającego, że "kiedy dziecko dorośnie nie zejdzie z drogi, której go nauczyliśmy." To jest Boża obietnica, na której możemy śmiało polegać i oczekiwać jej spełnienia. Jednak jak wszystkie Boże obietnice i ta posiada pewne warunki, które musimy spełnić, gdyż Bóg z pewnością swojej obietnicy dotrzyma. Jaką więc posiadamy odpowiedzialność? Naszą odpowiedzialnością jest wychowywanie dzieci, wskazywanie im dróg, po których powinny chodzić.

Moi synowie mają bardzo wrażliwe serca i w relacji z nimi nie muszę używać twardości lub nieugiętości, tak jak to ma miejsce w wypadku moich córek. Używając tego przykładu pragnę stwierdzić, że w tej samej rodzinie są różne dzieci. Jedne mogą wyrosnąć na cudownych Bożych ludzi, a drugie zupełnie zejść na manowce. Jednak Bożym celem jest utwierdzenie rodziców w zrozumieniu dróg, którymi powinny chodzić nasze dzieci. W tym miejscu pragnę stwierdzić pewien truizm, który odgrywa niezmiernie ważką rolę w procesie wychowywania: "Aby prawidłowo wychowywać dzieci należy je kochać miłością ponadnaturalną." Co to takiego jest, ta ponadnaturalna miłość? Aby dać prawidłową odpowiedź, zadam w miejscu inne dość banalne pytanie:
- Czy kiedykolwiek modliliśmy się o miłość do swoich własnych dzieci?
Z pewnością nie! Wydaje się nam, że nasza naturalna macierzyńska lub ojcowska miłość jest wystarczająca, aby wypełnić te zadanie. Tak, z pewnością tymi naturalnymi uczuciami możemy wypełnić rodzicielską misję, ale nie osiągniemy nimi Bożego celu. Myślę, że jest to trudne do zrozumienia, gdyż jesteśmy zupełnie pewni naszych naturalnych uczuć względem dzieci. Jednak naturalna miłość nie jest wystarczająca, aby pokonać odległość dzielącą nas do granicy Bożych wymagań. Właśnie z tego powodu powinniśmy modlić się o ponadnaturalny dar miłości do własnych dzieci. Zazwyczaj modlimy się o miłość do ludzi, których trudno nam kochać, w tym wypadku jest zupełnie odwrotnie, musimy prosić o miłość do ludzi, których kochanie jest łatwe i przychodzi niemal instynktownie.

W pierwszej kolejności musimy być świadomymi faktu, że nasze dzieci widzą i pojmują Boga według swoich stosunków z rodzicami, a w szczególności z ojcem, i już tylko z tego powodu ojcowie powinni posiadać świętą trwogę. Nasze dzieci poznają Boga z bezpośredniej relacji ze swoimi rodzicami, oczywiście, że nie jest to jedyne źródło poznawcze, ale z pewnością jest ono ich głównym punktem odniesienia do wy-obrażeń o Bogu. Zadajmy zatem sobie pytanie - jakie wyobrażenie o Bogu przedstawiamy naszym dzieciom gdy coś przeskrobią? Stereotypową reakcją jest groźne powiedzenie:
- Idź do swego pokoju, i nie wracaj dopóki nie zaczniesz się dobrze zachowywać!
Teraz przeanalizujmy, co z tej naszej reakcji dziecko może pomyśleć o Bogu? Ten rodzaj reakcji mówi dziecku, że gdy ono popełni jakiś błąd to ma się wynosić z Bożej obecności, dopóki nie zrobi czegoś doskonałego. Powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, co przynosi nasza filozofia wychowawcza dzieciom - czy czasem nie daje ona przekręconego obrazu tego, kim naprawdę jest Bóg i jaki jest Jego charakter? Poprzez takie reakcje wychowawcze nasze dzieci będą myślały, że Bóg jest despotą albo dobrotliwym wujkiem. Albo inna postawa naturalnie kochających rodziców, którzy dają swoim dzieciom wszystko, czego tylko zapragną - co takie działanie im mówi? Czy nie lepiej będzie zastanowić się, co jest pożyteczniejsze, zabawki czy charakter? Naszą filozofię wychowywania dzieci musimy oprzeć na tej samej zasadzie, na jakiej traktuje nas Bóg. Musimy przekazać naszym dzieciom taki obraz Bożej łaski i miłości do grzesznego człowieka, jaki znajduje się na kartach Biblii. Także naszym obowiązkiem jest uznanie faktu, że wychowując nasze dzieci jesteśmy reprezentantami Boga jak i Jego autorytetu, gdyż dzieci są Bożą własnością, a nie naszą. Prawdziwym Ojcem naszych dzieci jest Bóg, one są Jego własnością, a więc należą do Niego. Nasze dzieci nigdy nie byłyby tu na ziemi, gdyby nie była w tym zaangażowana Boża wola. Zostaliśmy tylko wybrani na Bożych reprezentantów, do spełnienia Bożych planów względem Jego dzieci, które On nam powierzył. Rodzicielstwo jest ogromną odpowiedzialnością. Dlatego w tym miejscu musimy postawić sobie pytanie:
- Czy kochamy powierzone nam przez Boga dzieci taką samą ponadnaturalną miłością, jaką On je kocha?

W liście do Filipjan 3:17, apostoł Paweł dobrze eksponuje fakt nauki przez naśladownictwo: "Bądźcie, bracia, wszyscy razem moimi naśladowcami i wpatrujcie się w tych, którzy tak postępują, jak tego wzór macie w nas." Czy jesteśmy w stanie powiedzieć do naszych dzieci:
- Naśladuj mnie! - Albo - Rób tak samo jak ja robię!
Zbadajmy, czy nie posiadamy złych podwójnych standardów? To są niezmiernie trudne do kontrolowania rejony naszego życia. Nasze podwójne standardy najczęściej prowokują dzieci do dokonywania złych wy-borów. Dla przykładu weźmy taką sytuację; dziecko wyjmuje z lodówki mleko, wypada jednak ono z jego ręki i rozlewa się po podłodze. Czy nigdy nie zdarzyło się nam rozlać coś na podłogę, czy celowo ktokolwiek z nas rozlewałby na przykład mleko? A więc to był przypadek, że dziecko rozlało to mleko. Przecież dzieci mogą popełniać błędy tak samo jak i my. Może to być błąd w koordynacji ruchów, jednak, gdy my widzimy dziecko rozlewające mleko po podłodze, to krzyczymy na nie tylko z tego powodu, że ono nas drażni. Powinniśmy być bardzo ostrożni, aby nie ulegać obłudnym podwójnym standardom.

Wychowywanie dzieci wymaga od rodziców wielkiego wysiłku, i nie jest tylko nauczaniem, ale i trenowaniem. Nauczanie jest podawaniem informacji, ale trenowanie jest już dokładną instrukcją. Wiele razy obserwowałem, jak rodzice mówią do swoich dzieci:
- Idź zrób to,? zrób tamto,? wstań, usiądź, bądź cicho!
W taki sposób ćwiczymy nasze dzieci, aby żyły według zarządzeń, szczególnie matki są winne takiej po-stawy. Nie pragnę być zbyt krytyczny wobec matek, ale jest to ich szczególny problem. Dlatego podam mały przykład matczynej bezmyślności:
- Janku, czy umyłeś zęby, czy odrobiłeś lekcje?
W takim systemie pytań, dzieci nie uczą się odpowiedzialności, ponieważ to mama o wszystkim pamięta. I oto mamy doskonały sposób ćwiczenia dzieci w braku odpowiedzialności, a przecież naszym zadaniem jest ćwiczyć je w byciu odpowiedzialnymi. Dlatego naszym obowiązkiem będzie uczynienie mycia zębów lub odrabiania lekcji, jako osobistej odpowiedzialności dziecka. Jednak jeśliby ono nie wywiązywało się z tej odpowiedzialności, to wówczas powinny nastąpić konsekwencje. Jeżeli nasze dziecko zapomina o swoich odpowiedzialnościach, to naszym obowiązkiem jest wzmocnienie jego pamięci poprzez zastosowanie kary. Jest to zdumiewające jak dzieci poprzez zastosowanie konsekwencji uczą się zapamiętywania, ale jeżeli będziemy im bez przerwy przypominali to odbieramy im obowiązek zapamiętywania.

Co dzieje się z dziećmi, gdy nie ma w ich życiu nakazów? Są wtedy pozbawione bazy decyzji i prawidłowych wyborów. Przyznaję się, że nie jestem doskonałym ojcem, kocham swoje dzieci i wierzę, że one też bardzo mnie kochają, ale muszę szczerze stwierdzić, że moje dzieci nie są najbardziej przykładnymi, bez-sprzecznie posiadają wiele wad. Jako przykład opiszę pewne zdarzenie; mój syn miał chyba osiem lat, gdy pewnego sobotniego poranku, gdy wszyscy jeszcze spali usłyszałem włączony telewizor. Zaciekawiony podszedłem cicho i stanąłem jak wryty, mój synek pławił się w oglądaniu zakazanego programu. Chrząknąłem, poderwał się przestraszony i automatycznie przerzucił kanał. Patrzył teraz okrągłymi z przerażenia oczami, oczekując mego wybuchu. Ale ja z niezwykłym dla mnie w tych okolicznościach spokojem powiedziałem do niego:
- A teraz powróć do tego programu i oglądaj go do końca.
Oczywiście, ten program był dla dzieci, lecz z powodu że zawierał wiele elementów przemocy ustaliliśmy, że będzie wyłączony z naszego domowego repertuaru. Mój syn popatrzył na mnie z niedowierzaniem. Ponowiłem więc jeszcze raz swoje żądanie:
- Każę ci teraz oglądać ten program! - Rozpłakał się prosząc. - Tatusiu, ja nie chcę tego oglądać, ja wiem, że to jest złe.
Usiadłem obok niego, objąłem go i zacząłem tłumaczyć:
- Teraz musisz to oglądać, dlatego abyś był pewien, że nie kłamałem ci mówiąc, że ten program jest niedobry.
Siedział przed telewizorem ze łzami w oczach, a co było najdziwniejsze, że gdy ukazywały się sceny z przemocą, zasłaniał sobie oczy. Po tym wydarzeniu nie przypominam sobie abym miał ponownie kłopoty z nieposłuszeństwem w oglądaniu telewizji.

Inne wydarzenie, które posłużyło mojej córce jako ilustracja Bożej miłości do grzesznego człowieka; córka niezbyt pilnie wypełniała zadania w szkole. Nauczycielka niemalże każdego dnia dawała nam wiadomość, że nasza pociecha nie bierze udziału w lekcjach, a także często nie odrabia zadań domowych. Byliśmy z żoną szczerze zmartwieni tą sytuacją, rozmawialiśmy z córką, prosiliśmy, ale to nie zmieniało jej postępowania. Pewnego dnia, gdy znowu otrzymaliśmy niedobrą wiadomość ze szkoły, miałem już tego serdecznie dosyć, zawołałem córkę do siebie i zdecydowanie powiedziałem:
- Nie mogę już dłużej tego tolerować, musisz ponieść karę! - Położyłem przed nią pasek, dziecko zaczęło gorzko płakać bojąc się kary i bólu. Ja zawsze miałem i mam ogromne uczulenie na płacz mojej córki, nie wiem dlaczego, ale szczególnie jej płacz ma wprost paraliżujące na mnie działanie. Objąłem ją, przytuliłem i czule zacząłem jej tłumaczyć:
- Widzisz, twoje postępowanie musi być ukarane, nie mogę tego pozostawić bez kary gdyż jestem sprawiedliwy, a sprawiedliwość domaga się, aby nieposłuszeństwo było ukarane. Ale dlatego, że bardzo cię kocham, nie chcę widzieć twego bólu.
W tym miejscu w jej oczach błysnęła iskierka nadziei, że wszystko zakończy się tylko gadaniem. Jednak kontynuowałem dalej:
- Dlatego ja poniosę ból, a ty karę. - Patrzyła na mnie niczego nie rozumiejąc. - Wskazałem w stronę narzędzia kary:
- Tu leży pasek, którym miałem ci zadać karę. Weź go do ręki i mnie nim uderz. Ponieważ sprawiedliwość wymaga kary, a jak sama wiesz, nie ma kary bez bólu, dlatego ja poniosę ból, a ty karę. - Cofnęła się z niedowierzaniem. Widząc że nie ma odwagi wykonać moje polecenie, sam podałem do jej ręki pasek i nakazałem:
- A teraz proszę cię, uderz mnie tak abym poczuł ból! - Płacząc rzuciła mi się na szyję prosząc:
- Nie! Tatusiu! Ty mnie uderz! To ja jestem winna! - Odparłem bardzo stanowczo:
- Nie dyskutuj! Kara musi być wymierzona, każę ci w tej chwili mnie uderzyć!
Poczułem jak nieśmiało pasek dotknął moich pleców, ale w tejże samej chwili rączki mojej córki objęły mnie za szyję. Gorzko płakała, tuliłem ją do siebie mówiąc jej o Bożej miłości, która jest tak wielka i spra-wiedliwa, że za nasze grzechy wydała na śmierć swego Syna, aby każdy, kto w ukrzyżowanego za nas Chrystusa wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne. To była lekcja Bożej miłości.

Oboje z żoną próbowaliśmy wychowywać nasze dzieci według zasad, a nie zarządzeń, dysponujących tylko takim słowami jak:
- Wyłącz to, nie oglądaj tego itd.
Gdy wychowujemy nasze dzieci według takich zarządzeń, to bardzo łatwo mogą one wpaść w lekkomyślne uzależnienie od grzechu. Oczywiście, że Bóg daje zarządzenia, ale On tego nie robi ciągle, gdyż przede wszystkim daje On zasady, według których mamy żyć. Bóg pragnie, aby nasz wybór - jakikolwiek by nie był - pozostawał naszym osobistym wyborem. Ponieważ Biblia nie naucza tylko litery prawa, naucza ona ducha według litery prawa Bożego, jeżeli znamy tylko Boże prawo, a nie poddajemy się duchowi tego prawa, stajemy się legalistami. Z tego właśnie powodu wierzę całym sercem, że powinniśmy wychowywać nasze dzieci według zasad, a nie nakazów.

Moi synowie jako mali chłopcy mieli ogromne kłopoty z zawiązywaniem sznurowadeł, natomiast córki tego problemu nie przejawiały. Zazwyczaj do jakiegoś czasu zawiązywałem im sznurowadła, ale gdy widziałem, że przyszła już pora, aby robili to sami, starałem się ich tego nauczyć i konsekwentnie egzekwować. Pewnego dnia po takiej dość uciążliwej i monotonnej nauce wiązania sznurowadeł, syn zadowolony z powodu zakończenia tego nużącego szkolenia wyrwał się, aby pójść do kolegów bawiących się na podwórzu. Zawołałem go od drzwi i zapytałem:
- Czy jesteś pewien, że teraz już będziesz potrafił zawiązać sobie sznurówki? - Odpowiedział z niezachwianą pewnością siebie:
- Ależ tatusiu, ja nawet po ciemku potrafiłbym to zrobić!
Podszedłem do niego i rozwiązałem sznurowadła. Patrzył na mnie wytrzeszczonymi ze zdumienia oczami - powiedziałem:
- A teraz pokaż, że to, co twierdzisz jest prawdą, no i możesz biec na podwórze bawić się z kolegami. Z jego oczu potoczyły się łzy. Próbował powtórzyć to, co w trakcie nauki bezmyślnie ignorował, nagle zniecierpliwiony wykrzyknął:
- Tatusiu, proszę pomóż mi!
Podszedłem i cierpliwie, zawiązałem jego but, następnie ponownie go rozwiązałem mówiąc:
- Teraz zrób to sam. - Ponownie nastąpił płacz i prośby. - Tatusiu pomóż mi!
Miałem nieodpartą chęć pomóc mu i już dłużej go nie dręczyć, ale zrozumiałem, że kiedy będzie miał już dwadzieścia lat, to również będzie mnie wzywał do zawiązywania sznurówek.

Czasem dzieci ogromnie pragną naszej pomocy, jednak gdy są w stanie poradzić sobie z problemem, mu-simy powstrzymać się i dawać dzieciom szansę do prób i błędów, choć niejednokrotnie jest to dla nas bardzo ciężkie doświadczenie. Tak powinna wyglądać prawdziwa miłość do naszych dzieci, według zasad, a nie zarządzeń. Dzieci powinniśmy dyscyplinować z powodów, które wynikają ze Słowa Bożego: "Nie ko-cha syna, kto rózgi żałuje, kto kocha go - w porę go karci". (Ks.Przy.13:24) Bóg zawsze wybiera najjaśniejszą formę, która by wyrażała Jego zasady stwierdzające, że jeżeli nie karcimy naszych dzieci, to w rzeczywistości ich nie kochamy. Często można się spotkać z takim uzasadnieniem:
- Ja za bardzo kocham swoje dzieci abym miał je karać.
A co na to mówi Pismo Święte? Ono stwierdza, że musimy połączyć miłość i dyscyplinę. W żadnym wy-padku nie możemy używać w karceniu dzieci gniewu, złości lub bezwzględności, musimy dyscyplinę połą-czyć z miłością. Innym powodem dyscyplinowania dzieci jest jeszcze i to, że jako chrześcijanie pragniemy być posłuszni Bogu nakazującemu. Wdrażaj chłopca w prawidła jego drogi, a nie zejdzie z niej i w starości.(Ks.Przy.22:6) Dlatego więc, jeśli nie karcimy naszych dzieci to praktycznie, sprzeciwiamy się Bogu. "Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz - nie umrze. Ty go uderzysz rózgą, a od Szeolu zachowasz mu duszę."(Ks.Przy.23:13-14) W tym miejscu zadam pytanie, które zabrzmi niezbyt mądrze - ilu z nas chciałoby posłać swoje dzieci do piekła? Dlaczego w takim razie kochając je pomijamy Boże standardy?

Biblia stwierdza, że głupota jest przywiązana do serca dziecka. Często zadajmy sobie pytanie - jak ona się tam dostała? Po prostu, ona tam jest! Jednak Pismo tego problemu nie pozostawia bez rozwiązania, ponieważ stwierdza, że rózga jest w stanie wyrzucić głupotę. Zdaję sobie sprawę z tego, że używanie rózgi nie jest z pewnością cudotwórczym środkiem wychowawczym. Rózga jednak jest pewnego rodzaju warunkiem do tego, aby Boża obietnica mogła być spełniona. Dlatego istotne jest abyśmy wypełniali Boże polecenia, gdyż tylko wtedy Bóg ma możliwość wypełnienia swojej części obietnicy. Oczywiście, że skuteczność nie polega na biciu dziecka, ale na naszym posłuszeństwie wobec Bożych zaleceń. Musimy uczyć nasze dzieci postępować prawidłowo, jeżeli tego nie robią, to z pewnością zaniedbaliśmy na jakimś etapie ich karcenia. "Jest droga, co komuś zdaje się słuszną, lecz w końcu prowadzi do zguby."(Ks.Przy.14:12) W naszych sercach jest Grzech - Biblia stwierdza, że grzech jest przyjemny, ale w końcu jego skutki są takie, jak po ukąszeniu węża. Skłonność do grzechu jest naszą ludzką naturą, dlatego dzieci nie mogą być pozostawione same sobie, aby być dobrze wychowane, muszą przejść przez trening. My rodzice mamy być ich trenerami. Przecież my sami przyjmując świadomie chrześcijaństwo, nie przetarliśmy pewnego ranka oczy stwierdzając, że jesteśmy perfekcyjnie uduchowieni. Czy Bóg nie czynił i nie czyni w stosunku do nas wysiłków, uderzając nas w duchowy sposób? Czy zastanawialiśmy się nad tym, dlaczego Bóg to robi względem swoich wybranych? Ponieważ On kocha nas i rozumie, że jeżeli nie będzie nas karcił za popełnione przez nas grzechy to z pewnością wpadniemy w ich pęta. To samo odnosi się do naszych dzieci i dlatego o wiele łatwiej jest korygować je, gdy są jeszcze w wieku trzech, czterech lat niż wtedy, gdy już dorosną, z każdym rokiem korekcja charakteru dziecka staje się trudniejsza. Celem dyscyplinowania jest przezwyciężanie woli i spowodowanie gotowości poddania się wyższemu zwierzchnictwu, taka jest definicja celowości wychowywania, ćwiczenia i dyscyplinowania dzieci. Bożym pragnieniem jest, aby nasza ludzka wola była dobrowolnie poddana Jego woli.

Wierzę, że w dzieciństwie jest pewien specyficzny czas lub wydarzenie, które łamie wolę dziecka - z pewnością miało to miejsce w życiu każdego z nas i to przed ukończeniem czterech lat. Oto dwa bardzo typowe przykłady charakteryzujące łamanie woli dziecka. Mój syn uderzył swoją siostrę, zawołałem go do siebie i skarciłem, a następnie powiedziałem:
- Podejdź do swojej siostry i przeproś! - Ale on nadąsał się, spuścił głowę i nawet nie ma zamiaru poru-szyć się w jej stronę.
Powtórzyłem więc jeszcze raz:
- Powiedz do swojej siostry przepraszam. - Nie ma żadnej reakcji.
Powtarzam więc cierpliwie w kółko to samo polecenie. Trwało to dość długo, tak że ktoś stojący z boku mógłby pomyśleć o mnie:
- Och ty dręczycielu małych dzieci.
Jednak po długim oczekiwaniu przyszła chwila, gdy podszedł do swojej siostry objął ją i powiedział:
- Przepraszam!

A oto inna podobna sytuacja - moja żona pracowała jako nauczycielka w przedszkolu, z dziećmi od dwóch do czterech lat. Miała w grupie chłopca, który posiadał wprost nieposkromiony temperament jak i kompletny brak respektu. Jakiekolwiek wydane dzieciom polecenie przez niego było zupełnie ignorowane. Pewnego dnia odwiedziłem swoją żonę w pracy i stałem się świadkiem ciekawego zajścia:
Dzieci bawiły się na podwórzu, oczywiście chłopiec ten robił wszystko aby im dokuczyć. Moja żona widząc, że chłopiec staje się zagrożeniem dla innych dzieci, zawołała go do siebie i powiedziała:
- Dlatego, że źle się zachowujesz będziesz teraz stał obok mnie, aż do czasu gdy pozwolę ci odejść. - Dziecko spojrzało na nią, i zupełnym brakiem respektu odeszło, aby nadal robić swoje niebezpieczne figle. Żona podeszła do niego, wzięła go spokojnie za rękę i doprowadziła do miejsca, w którym siedziała obserwując bawiące się dzieci. Powtórzyła mu ponownie:
- Będziesz tu stał aż pozwolę ci odejść!
Tym razem trzymała go jednak mocno za rękę. Chłopiec zaczął się wyrywać i krzyczeć. Pomimo jego protestów żona trzymała go silnie, a do tego zupełnie nie zwracała uwagi na jego próby wyzwolenia się z uścisku. Całe to wydarzenie trwało dość długi czas, chłopiec uspokoił się widząc bezskuteczność swoich wysiłków. Przestał się szarpać i próbować terroru swego głosu jak i siły swych małych mięśni. Zrezygnowany i złamany zaczął cicho płakać, w tym momencie moja żona objęła go i mocno przytuliła do siebie głaszcząc po głowie, uspokajała już płaczące złamane dziecko. Od tamtego wydarzenia nie przypomina ona sobie, aby miała z tym chłopcem większe problemy. Wola tego dziecka została przezwyciężona, a to stało się dla niego poczuciem bezpieczeństwa. Wielu ludzi żyje bez poczucia bezpieczeństwa, z tego powodu, że nikt nie przezwyciężył, ani nie złamał ich woli. Złamanie woli nie czyni nikogo perfekcyjnie gotowym do życia, ale czyni go chętnym do przyjmowania autorytetów. Jeśli ktoś nie czuje pragnienia być żołnierzem, to nawet gdy ubierzemy tego kogoś w mundur, to stanie się on tylko przebierańcem, ale nie prawdziwym żołnierzem. Ponieważ taka decyzja musi zarówno być produktem woli jak i ochotą poddania się autorytetowi.

Czasem bywa tak, że jako rodzice nie dokończymy naszego obowiązku karcenia i dyscyplinowania dzieci, wtedy uczą się one tego, że jako ich rodzice jesteśmy w stanie przez całe życie chronić je przed pokusą, usuwając pokusę z przed ich oczu. Nie możemy tego zapominać, że pokusa nigdy nie ustąpi z życia na-szych dzieci z tego powodu musimy dzieci nauczyć jak mają żyć w obliczu pokusy. Dla wyjaśnienia po-dam pewien przykład z życia: Na stole stoi talerzyk, a na nim leży cukierek, dziecko podchodzi sięga po cukierek, a my uderzamy je mówiąc:
- Nie ruszaj tego cukierka!
Następnie usuwamy talerzyk z cukierkiem. Jaka okropna przysługa uczyniona temu dziecku. Czy nie byłoby lepiej powiedzieć?
- Nie ruszaj tego cukierka! - A dziecko odpowiada. - Ale ja chcę i go wezmę. - Wtedy dopiero powinni-śmy zareagować udzielając dziecku klapsa i pouczając je:
- Powiedziałem ci abyś nie ruszał tego cukierka.
Jeśli to nie skutkuje, wtedy musimy zwiększyć konsekwencje, ponieważ jeżeli ich nie zwiększymy dziecko niczego się nie nauczy. Jakie to najczęściej konsekwencje? Najczęściej poprzez podniesienie głosu. Ale zastanówmy się - czy Bóg podnosi na nas swój głos, gdy jesteśmy nieposłuszni? Z mojego doświadczenia wynika, że za drugim razem Bóg mówi coraz ciszej, nie sądzę abyśmy mieli używać podniesionego głosu jako metody dyscypliny. Co osiągamy krzycząc na dziecko? Z pewnością przyzwyczajenie się tylko do naszych wrzasków, a w konsekwencji do ich ignorowania. Zatem trenujmy dziecko wprost nie proporcjonalnie do założeń, które miały być zgodne z Bożymi zasadami. Gdy w ten sposób dziecko jest trenowane, to nie posiada gotowości czy chęci kształcenia w sobie wewnętrznej dyscypliny. Bywa ono posłuszne tylko z tej przyczyny, że boi się naszej złości i podniesionego głosu, a nie dlatego, że pragnie być nam poddane i posłuszne. Podsumowując - widzimy, że wszystko zaczyna się od cukierka leżącego na talerzyku.

Zdarza się również i to bardzo często, że karcimy dzieci ze złych powodów, gdy tak robimy, wprowadzamy zamęt w pojęciu dziecka, co do dobrych powodów, dla których powinno ponieść karę. Gniew nie jest najlepszym powodem do karcenia dziecka. Właściwie wówczas, gdy jesteśmy gniewni nie ma powodu do karcenia, jedynie sprawiamy ulgę własnej bezsilności wyładowując ją na dziecku. Dyscyplina i gniew są jak olej i woda. Nie powinny być ze sobą mieszane. Gdy dyscyplinujemy nasze dziecko w gniewie, to z pewnością łamiemy jego ducha, ale nie poprawiamy charakteru. Gdy zmuszamy dziecko do czegoś w gniewie, to musimy sobie także uświadomić i to, że ten sam gniew wzbiera się w sercu naszego dziecka. Jednak gdy dyscyplinowanie przychodzi w miłości, to tym samym budujemy ducha, a przezwyciężamy wolę.

Humanizm dąży do wyeliminowania krzywdzenia dzieci. Mimo, iż chrześcijaństwo ma taki sam cel, humanizm używa do wykonania tego zadania zupełnie przeciwnej chrześcijaństwu drogi, mówiąc:
- Pozwólmy dzieciom wyrażać dowolną ekspresję.
Natomiast Bóg mówi:
- Karć dziecko!
Jeżeli będziemy postępowali w sposób, jaki Bóg nam nakazuje, to z pewnością będziemy czynili to w miłości, nie nadużywając siły lub rozmyślnie krzywdząc nasze dzieci. Natomiast sekularny humanizm nakazuje całkowitego zaniechania karcenia. Podążając jednak za Bożym nakazem, powinniśmy karcić w miłości i łagodności płynącej od Boga przezwyciężając złą wolę naszego dziecka. Miejmy to zawsze na uwadze, że Bóg nigdy nas nie karci bez miłości, nigdy nie używa gniewu, aby poprawiać wady naszych charakterów. Działanie według Bożych standardów jest bez porównania bardziej przekonywujące niż gniewne bezmyślne atakowanie. Zatem gniew nie jest dobrym powodem do karcenia dzieci.

Wiele razy dyskutowałem z różnymi ludźmi, czy lepiej skarcić dziecko w gniewie, czy w ogóle w takiej sytuacji zaniechać karcenia? W konkluzji tego pytania zawsze jasno wynikało, że lepiej dyscyplinować w gniewie niż w ogóle. Ponieważ skutki destrukcyjne z powodu nie ukarania dziecka są o wiele bardziej poważne niż karcenie w gniewie. Gdy dziecko nie jest w ogóle karcone to w jego pojęciu obraz Boga zaczyna upodabniać się do postaci dobrodusznego wujcia. Są dwa zasadnicze argumenty, dla których nie powinniśmy karcić dziecka: Pierwszy, gdy jesteśmy zdenerwowani i dziecko nas drażni, a drugi, nie karćmy dziecka z powodu naszego zakłopotania. Oto przykład takiej sytuacji: Mały chłopiec w sklepie rozbija dzban, oczy wszystkich ludzi kierują się na skorupy rozbitego dzbana. Zrywamy się jak oparzeni, podbiegamy do dziecka wrzeszcząc i wymierzając mu potężnego klapsa:
- Tyle razy ci mówiłem abyś był ostrożny!
To wszystko dokonaliśmy z tego powodu, że ludzie widzieli, co zrobiło nasze dziecko. Przenieśliśmy całe nasze zakłopotanie na biedne dziecko. Podobną sytuację przeżyłem z moim synem - będąc w sklepie, bawił się różnymi przedmiotami w końcu pociągnął za sznurek startera kosiarki, kosiarka nieoczekiwanie zawarczała, robiąc wokoło niemiłosierny huk. Oczy ludzi zwróciły się w naszą stronę. Spojrzałem na mego syna, miał tak wielkie z przerażenia oczy, jakby za chwilę miały mu wyskoczyć z głowy. Stałem czerwony jak burak, próbując uporać się z tą warczącą na cały sklep maszyną. Oczywiście w tym momencie byłem tak strasznie zmieszany, że z pewnością w tym zakłopotaniu wymierzyłbym memu synowi potężnego klapsa.

Czasem karcimy nasze dzieci tylko z tego powodu, że czujemy się zakłopotani, ale zakłopotanie nie jest żadnym powodem do karcenia. Dlatego rozsypanie czegoś po podłodze nie powinno być powodem karcenia, przyjście dziecka z podwórka w pobrudzonym ubraniu także nie powinno być przyczyną kary, z tego powodu jedynie mamy trochę więcej pracy i nic więcej. Są jednak ważne powody do tego, aby karcić dziecko - w tedy, gdy jest nieposłuszne. Ale najpierw musimy ustalić granice stwierdzające, co jest niepo-słuszeństwem, i dziecko musi znać te przez nas ustalone granice, jeżeli dzieci je znają w tedy mogą być karcone. Jeżeli dziecko nie zna granic, do których może się posunąć, tym samym jest pozbawione poczucia bezpieczeństwa. Dlatego właśnie rodzice wspólnie ustalają prawa, dzieląc się swoimi przemyśleniami i wspólnie przechodzą do kompromisowej konkluzji odnoszącej się do limitów, które mają przestrzegać ich dzieci. Największym kłopotem jest to, gdy rodzice nie mogą zgodzić się co do granic, w takich wypadkach przegrywa dziecko, a rodzice rozgrywają sprawę walcząc dzieckiem jeden przeciw drugiemu. Taka rzecz nigdy nie powinna wydarzyć się w chrześcijańskiej rodzinie. Gdy rodzice ustalą prawa i granice obowiązujące w ich domu, to jest rzeczą pewną, tak jak wschód słońca o poranku, że dzieci będą próbowały przesunąć ustalone limity. Powinniśmy zatem pozostawić sobie miejsce na możliwość takich przesunięć, mimo tego, że mamy obowiązek posiadania tego co nazywa się niezmienną granicą.

Oto ilustracja z mojego domu - żona woła wszystkich do stołu gdyż jest obiad. Nikt nie reaguje - zapewne nie jest prawdą, że wszystko jest już gotowe. Za chwilę ponownie wchodzi do pokoju mówiąc już zniecierpliwionym tonem:
- Czy nie słyszycie, obiad już na stole! - Wszyscy podnoszą się i zasiadają za stołem. Teraz naprawdę jest już obiad na stole.
Zawsze w tej sytuacji zastanawiam się - czego my uczymy nasze dzieci? Czyż nie tego, że muszą natychmiast zasiąść za stołem, gdy matka po raz pierwszy woła. Kiedy powinny słuchać nas dzieci? Czy dopiero wówczas, gdy podnosimy głos, czy wtedy, gdy już po raz wtóry powtarzamy nasze polecenie? Nie, dziecko powinno słuchać nas za pierwszym razem. Gdy dziecko jest w ten sposób przygotowane do życia to i jego związek z Bogiem będzie posiadał te same zasady. Bóg pragnie naszego posłuszeństwa od pierwszego ra-zu, gdyż Bogu nie chodzi o takie posłuszeństwo, jakie okazywał mu prorok Jonasz uciekając przed wykonaniem Bożego powołania. Dlatego obowiązkiem rodziców jest wyeliminowanie złych nawyków, a sięgnięcie do zasad. Nie zastraszajmy naszych dzieci, ponieważ Bóg nie czyni tego względem nas. Naszą powinnością jest wychowywanie i nakłanianie dzieci do posłuszeństwa w miłości takiej samej, jaką okazuje nam Bóg, tylko wtedy możemy mieć pewność tego, że nasze dzieci posiadają poczucie bezpieczeństwa i pokoju. Tak też nakreślone przez nas granice powinny być poszerzane w miarę dorastania naszych dzieci, czym więcej dajemy odpowiedzialności, tym też więcej przywilejów. Nasze dzieci mają prawo znać swoje granice jak i je rozumieć. Najbardziej bowiem ranionymi dziećmi są te, które są karcone bez znajomości obrębu swoich granic w których miałyby się poruszać. Niejednokrotnie przekraczają je, bo nie widzą żad-nej wyraźnej linii? Rodzice zapomnieli ją zakreślić.

Najbardziej zaniedbaną przestrzenią dyscyplinowania dzieci jest ignorowanie ich niewłaściwych postaw. Zadajmy sobie pytanie - czy Bóg koryguje nasze złe postawy? Oczywiście że tak, Bóg karci nas za złe postawy bardziej niż za cokolwiek innego. Jakie to posłuszeństwo, jeżeli dziecko nie wykonuje naszych poleceń z prawidłową postawą serca? Na przykład wydajemy dziecku polecenie:
- Proszę wynieś śmieci.
Oczywiście jest ono posłuszne bierze kosz do ręki, ale wykonując to polecenie trzaska drzwiami manifestu-jąc swoje niezadowolenie. Samo polecenie zostało wykonane dobrze, ale postawa serca jest całkowicie nie do przyjęcia. Dlatego żądając posłuszeństwa mamy także wymagać dobrej postawy serca. Tego nigdy nie uzyskamy bez przygotowania duchowego, duchowa postawa serca dziecka jest podstawową sprawą w prawidłowym chrześcijańskim wychowywaniu.

Nasza rodzicielska wytrwałość może przynieść pozytywne wyniki, oczywiście nie możemy zawsze liczyć na to, że zwyciężymy, ale gdy będziemy korygowali postawę naszych dzieci to z pewnością przyniesie to pozytywne rezultaty. Pamiętajmy o tym, że Bóg także rozlicza nas z roli rodziców. Dlatego jeśli wykonujemy swoją rolę zgodnie z Bożymi zasadami to nie powinniśmy zamartwiać się możliwościami upadku naszych dzieci, one także będą uczyły się na swoich błędach i z pewnością przez to wyrobią sobie wewnętrzną dyscyplinę. Jednak jest niemożliwością posiadanie wewnętrznej dyscypliny, gdy nigdy nie była założona dyscyplina zewnętrzna. Boża łaska dotąd jest nieosiągalna dla człowieka dopóki wobec niego nie jest zastosowane Boże prawo, owoce prawa dotąd nie urosną, dopóki prawo nie zostanie zastosowane. Owocem prawa Bożego jest łaska, dlatego korygujmy zachowanie naszych dzieci, pamiętając o tym, że są trzy powody, aby je dyscyplinować: nieposłuszeństwo, zła postawa i nieodpowiedzialność.

Bądźmy świadomi tego, że nasze dzieci nie obudzą się nagle w wieku dwudziestu lat i będą we wszystkim odpowiedzialne. Musimy z całą powagą uzmysłowić sobie, że Bóg oczekuje najpierw od nas rodziców odpowiedzialności i posłuszeństwa dla Jego Słowa. Ponieważ żyjemy w epoce powszechnego buntu, powierzone nam przez Boga dzieci są narażone, aby pogrążyć się w ogólnym braku jakiegokolwiek autorytetu. Dlatego jako rodzice nie możemy zaniedbać naszej odpowiedzialności prawidłowego, konsekwentnego wychowywania powierzonych nam dzieci. Dzisiejsze pokolenie w swoich zachowaniach jest jakby przypisanym następstwem niedbalstwa rodziców. Dzieci odchodzą z domów rodzinnych w buncie i kompletnym braku odpowiedzialności, a rodzice pozbawieni są przez nich swego autorytetu. W takich okolicznościach młodzi ludzie o wiele łatwiej dochodzą do wszelkiego rodzaju niewłaściwych wyborów. Zapamiętajmy, że istnieje w nas coś, co pragnie pewności prawa, pokoju i przynależności. Rodzice rezygnujący z egzekwowania zawartego w nich Bożego autorytetu w pewnym sensie przyczyniają się do destrukcji własnych dzieci. Nawet jeżeli one zanadto nie pragną wejścia na niewłaściwe drogi, to rodzice ignorujący dany im przez Boga autorytet, popychają je w niewłaściwych bezbożnych kierunkach. Jest to poważna sprawa, której wielu chrześcijan nie respektuje i nie podporządkowuje się w tym względzie Słowu Bożemu.

Patrząc dziś na moje dorosłe dzieci widzę wyraźnie, w których miejscach byłem zbyt leniwy, aby podporządkować się Bożym zaleceniom korygując swoje dzieci. Ale widzę też owoce naszej pracy wykonanej prawidłowo, której przed Bogiem nie musimy się wstydzić. Jednak to, co pozostało nam w chwili obecnej czynić, to patrzeć z ufnością w przyszłość i modlić się, aby nasze dzieci idąc przez życie dokonywały wyborów zgodnych z Bożymi standardami, których uczyliśmy, gdy były pod naszymi autorytetami.


dnia 19.01.2007 23:45 4826 czytań · Drukuj


Mp3 Player




Czy Polacy są tolerancyjni wobec innych wyznań

Tak

Nie

Nie mam zdania





Copyright Radmin© czerwiec 2006
Główna  Czytelnia  Biblia  Poezja  Zasady wiary  Dekalog  Słownik  Współpraca  Polityka prywatności  Kontakt

Prosimy o przestrzeganie praw autorskich. Przedruki dozwolone wyłącznie po uzyskaniu zgody Ewangelista.pl
Przedstawione materiały są zgodne z zasadami naszej wiary, nie jest to jednak jednoznaczne z pełnym poparciem prywatnych postaw i zasad wiary
poszczególnych autorów oraz prezentowanych przez nich poglądów.

PHP-Fusion PL

4,754,577 unikalnych wizyt od czerwca 2006

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.


Treść reklam nie zawsze pokrywa się z poglądami Redakcji.