Paulina


Mam na imię Paulina, mam 19 lat. Nawróciłam się, kiedy miałam 17 lat. Chrzest przyjęłam w czerwcu w 2005 r w Kościele Zielonoświątkowym w Poznaniu. Pochodzę z rodziny katolickiej. Przed moim nawróceniem, byłam zmuszona do chodzenia do kościoła katolickiego. Często kłamałam i oszukiwałam rodziców, że do niego uczęszczam. Tak naprawdę bardzo się tam nudziłam, a Boga wyobrażałam sobie jako osobę bardzo zimną i okrutną. Moja mama jest alkoholiczką, miałam ciężkie życie, często wyładowała się na mnie, krzycząc i bijąc mnie. Mojego taty nigdy nie było w domu. W gimnazjum miałam problemy, moi rówieśnicy nie akceptowali mnie, wyśmiewali się ze mnie, z mojej rodziny. Nigdy nie miałam przyjaciół. Często zamykałam się sama w pokoju i płakałam, pytając się Boga, dlaczego to mnie spotyka. Kiedy poszłam do liceum, przeżyłam koszmar, po jakimś czasie pewna osoba się na mnie uwzięła i wyśmiewała mnie, w końcu cała klasa wyzywała mnie od najgorszych. Czułam się okropnie, płakałam i użalałam się. Byłam bardzo zakompleksiona. Zaczęłam chodzić na imprezy, piłam i paliłam. Pewnego dnia jedna osoba z klasy, z którą nie miałam wcześniej kontaktu, zwiastowała mi ewangelię. Przeszłam się wtedy do jej kościoła i mnie zamurowało. To, co się tam działo było dla mnie szokiem. Wkrótce nawróciłam się na grupce „Jeruzalem” w Swarzędzu. Ale problemy się nie skończyły. Moi rodzice byli wściekli, kazali mi się wynosić z domu, każdego dnia były kłótnie i krzyki. Pewnego dnia nawet uciekłam, bo nie wytrzymywałam psychicznie sytuacji w domu. Mój tata nawet chciał dzwonić na policje, kiedy spędziłam sylwestra z chrześcijanami. Nagle mój brat zaczął słuchać ghoticu, był strasznie agresywny, nienawidził mnie i wyśmiewał moją wiarę. Kilka razy mnie pobił, w końcu doszło do tego, że groził mi śmiercią. Powiedział, że pewnego dnia, nawet nie wiem, kiedy, przyjdzie i zabije mnie. Chciał mi udowodnić, że to, w co wierzę jest bez sensu i głupie. Gdy mu zwiastowałam krzyczał na mnie, często rzucał przedmiotami i niszczył to, co było moje i rodziców, natomiast w szkole po przejściu do innej klasy (przed nawróceniem), w klasie drugiej, miałam 2 pierwsze koleżanki, a po nawróceniu, kiedy zauważyły, że się zmieniłam, nie chciały się ze mną już przyjaźnić. Wyśmiewano mnie za moją wiarę. Lecz ja byłam szczęśliwa, bo miałam Jezusa. Każdego dnia idąc do szkoły i kiedy byłam sama wiedziałam, że obok mnie jest Bóg, który mnie wspierał i dodawał otuchy. Poza tym miałam wielu przyjaciół na "młodzieżowym". Bóg zmieniał mnie bardzo powoli, ale skutecznie. Po jakimś czasie otrzymałam od Boga piękny dar- zaczęłam pisać wiersze. Na początku nie chciałam się nimi z nikim dzielić, ponieważ myślałam, że ludzie znów będą się ze mnie naśmiewać, ale Duch Święty dodał mi odwagi i zaczęłam je czytać na grupce. Jestem bardzo szczęśliwa i radosna, że mam Jezusa, że mogę do niego przyjść, kiedy mi jest smutno i kiedy mam problemy. Dziś moja sytuacja w domu coraz bardziej się pogarsza, jestem zmuszona do tego, aby odejść, ale jestem tego pewna, że nawet, kiedy jest źle i wszystko wydaje się mi straszne, to obok mnie jest Chrystus, który mnie dźwiga, umacnia i otacza mnie miłością, której jako dziecko nigdy nie zaznałam.

Paulina
dnia 26.08.2006 11:52 2788 czytań · Drukuj


Mp3 Player




Czy Polacy są tolerancyjni wobec innych wyznań

Tak

Nie

Nie mam zdania





Copyright Radmin© czerwiec 2006
Główna  Czytelnia  Biblia  Poezja  Zasady wiary  Dekalog  Słownik  Współpraca  Polityka prywatności  Kontakt

Prosimy o przestrzeganie praw autorskich. Przedruki dozwolone wyłącznie po uzyskaniu zgody Ewangelista.pl
Przedstawione materiały są zgodne z zasadami naszej wiary, nie jest to jednak jednoznaczne z pełnym poparciem prywatnych postaw i zasad wiary
poszczególnych autorów oraz prezentowanych przez nich poglądów.

PHP-Fusion PL

4,603,145 unikalnych wizyt od czerwca 2006

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.


Treść reklam nie zawsze pokrywa się z poglądami Redakcji.