Ktoby się chciał wszystkim przypodobać, nikomu nie dogodzi i przez wszystkich zostanie wyśmiany.


Autor: K.H. Spurgeon

Opowiem wam starą bajkę o młynarzu, jego synu i ośle:

Stary młynarz i jego syn pędzili osła na jar­mark do pobliskiego miasteczka. „A to głupcy dopiero”, — rzekł wieśniak, spotykający ich na drodze, „z wysiłkiem idą pieszo, zamiast wsiąść na osła”. Młynarz wsadził syna na osła, a sam pieszo poszedł dalej. „Patrzcie, co za leniuch” — rzekł inny do chłopca siedzącego na ośle — „nie wstyd ci, że stary ojciec idzie pieszo, a ty sam wygodnie jedziesz?” Więc młynarz zsadził syna, a sam wsiadł na osła. „Widzicie starego leniucha”, zauważył trzeci, „sam wygodnie sobie jedzie, a biedny chłopiec ledwo za nim podąża”. Posadził więc młynarz chłopca za siebie. Gdy znów spotkali jakiegoś wieśniaka na drodze, stary młynarz został przezeń zapytany: „Gzy to twój osieł?” „A jakże”, rzekł młynarz. „Mało go oszczędzasz, kiedy po­zwalasz mu tyle dźwigać”, odparł wieśniak. Za­frasował się stary młynarz. „Cóż teraz czynić? Ganili mnie „ludzie, gdy osieł szedł luzem, ganili gdy chłopiec jechał na nim, ganili gdy obydwaj wsiedliśmy na niego”. Poszedł więc po rozum do głowy, związał postronkiem nogi osła, przełożył drąg przez nie, i obydwaj z synem ponieśli osła na ramionach. Ludzie przystawali na ten widok, śmiali się z nich do rozpuku, i wreszcie młynarza doprowadzili do takiej złości, że wrzuciwszy osła do rzeki, z niczem wrócił do domu. Chcąc się wszystkim przypodobać, nie dogodził biedny stary młynarz nikomu i na domiar złego, stracił osła”.


Jakoż podobny los czeka każdego, kto chciałby się podobać wszystkim ludziom. Co głowa, rozum; każda kobieta ma swoje kaprysy, starzy ludzie. Spodobawszy się więc jednym, rzecz prosta, że drugich oburzymy na siebie. Najlepiej byłoby chyba poczekać aż wszyscy ludzie będą jednego zdania; inaczej bowiem będziemy podobni do owego myśliwego, który goniąc sto zajęcy odrazu, nie złowił ani jednego. Zresztą jakże często ludzie zmieniają swe gusta!

Józiek Owczarz, opowiadał mi raz, że chciał służyć dwom panom równocześnie. Wkrótce jednak doszedł do wniosku, że żadnego z nich nie mógł zadowolić i postanowił na przyszłość podobnych prób nie rozpoczynać nawet. Gdybyśmy chcieli tań­czyć według tego, jak nam ktoś zagra, okaleczelibyśmy szybko na obie nogi. — Niema chyba większego nie­szczęścia jak być t. zw. „dobrym człowiekiem”, nie kierującym się rozsądkiem w swej dobroci. Nikomu nie zaszkodzi być uprzejmym; nie bądźmy jednak lokajami wszystkich! Grzeczność nakazuje nam kła­niać się znajomym, ale niewolnictwem byłoby schy­lać głowę na czyjkolwiek rozkaz.
Napróżno siliłbyś się, chcąc napełnić beczkę bez dna. Tak samo bezowocnemi byłyby twe usi­łowania, gdybyś chciał przypodobać się wszystkim. Kto żyje pochwałami ludzkiemi, ten karmi się po­wietrzem. Tylko dziecko może pragnąć gwiazdki z nieba i tylko człowiek lichy może nosić płaszcz na obu ramionach, by znaleźć uznanie u dwóch partji przeciwnych. Zmieniaj swe przekonania na lepsze, o ile poznasz, żeś błądził, albowiem trwać w błędzie byłoby uporem i głupotą. Nigdy jednak nie bądź jak owa chorągiewka na dachu, która za lada powiewem wiatru obraca się w innym kierunku. — Przedewszystkiem staraj się przypodobać Bogu, a o wszystko inne możesz nie dbać wcale. Dla­czego miałbyś się lękać śmiechu głupca, lub gniewu takiego samego grzesznika, jakim ty jesteś! Gdy­by sąd świata był sprawiedliwy, mogłoby to być wielką pociechą dla rodziny dobrego chrześcijanina, gdyby na pogrzebie jego zostało powiedziane: „Niezły to był człowiek”. Gdy krowa padnie, wów­czas dopiero dowiadujemy się, jak dużo mleka dawała. Po śmierci krewnego dopiero ludzie uś­wiadamiają sobie, jaką stratę ponieśli i żałują, że się lepiej z nim nie obchodzili.

Wszystkim ludziom trudno się podobać, ale błogosławiony, kto podoba się Bogu! Musimy mieć odwagę wygłaszać własne nasze zapatrywania! Kto lęka się myśleć samodzielnie, jest niewolnikiem; człowiek Boży zawsze jest  sam sobą. Szczery i uczciwy chrześcijanin zawsze czyni to, co uznaje za dobre, nie troszcząc się o szczekające psy. Czyż lękałbyś się pójść za głosem sumienia dla­tego, że Tomek, Kuba, Wojtek, Maryśka, czy Anka, wyśmieją się z ciebie? Nie byłbyś w takim razie siedmdziesiątym piątym kuzynem Jana Oracza, który wesoło gwiżdżąc, — idzie spokojnie swoją drogą, chociaż ludzie mają wiele do zarzucenia jemu, pługowi jego, koniom, uprzęży, — co więcej butom jego, ubraniu, kapeluszowi, a przedewszystkiem nietylko jego głowie, ale i. każdemu włoskowi na niej. Jan wie dobrze, że ludzi to bawi, a jemu nic nie szkodzi. Możecie jednak być pewni, że nigdy nie spotkacie ani Jana, ani synów jego nio­sących osła dla przypodobania się ludziom.

 


dnia 08.06.2010 21:40 2759 czytań · Drukuj


Mp3 Player




Czy Polacy są tolerancyjni wobec innych wyznań

Tak

Nie

Nie mam zdania





Copyright Radmin© czerwiec 2006
Główna  Czytelnia  Biblia  Poezja  Zasady wiary  Dekalog  Słownik  Współpraca  Polityka prywatności  Kontakt

Prosimy o przestrzeganie praw autorskich. Przedruki dozwolone wyłącznie po uzyskaniu zgody Ewangelista.pl
Przedstawione materiały są zgodne z zasadami naszej wiary, nie jest to jednak jednoznaczne z pełnym poparciem prywatnych postaw i zasad wiary
poszczególnych autorów oraz prezentowanych przez nich poglądów.

PHP-Fusion PL

4,669,077 unikalnych wizyt od czerwca 2006

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.


Treść reklam nie zawsze pokrywa się z poglądami Redakcji.