Czy Biblia jest bezbłędna?


Autor: Szymon Matusiak

Posłuchajmy trzech twierdzeń, które wyrażają specyficzne podejście do Biblii:
„Księga Jonasza to tylko przypowieść, to moralizująca bajka. To niemożliwe, żeby wielka ryba naprawdę połknęła Jonasza”.
„Jezus tak naprawdę nie spotkał Samarytanki przy studni. To tylko apostoł Jan dopasował swe ewangeliczne sprawozdanie do opisów podobnych spotkań zawartych w Księdze Rodzaju”.
„Dawid tak naprawdę nie zabił Goliata. Zabił go Elchanan. Dawid później przypisał sobie ten mężny wyczyn”.


Co łączy te trzy wypowiedzi? Otóż zostały one kilka lat temu wypowiedziane lub przekazane przez pewnych uczonych, którzy nauczają w znanym seminarium teologicznym. Zarazem te trzy opinie są przykładem tak zwanej wyższej krytyki Biblii.


Zachodzą zatem pytania: Skąd wzięła się wyższa krytyka Biblii i jakie wydaje owoce? Czy możemy żywić przekonanie, że Biblia jest bezbłędna? Jakie to ma dla nas znaczenie?

Chciałbym tylko podkreślić, że moje opracowanie nie ma rangi naukowej rozprawy, ale jest wypowiedzią chrześcijanina wierzącego Biblii i miłującego jej Boskiego Autora.
 

Historia i założenia wyższej krytyki Biblii
 
Na przestrzeni wieków pojawiały się odosobnione głosy wyrażające wątpliwości co do niektórych fragmentów Słowa Bożego, lecz nowe idee dotyczące Biblii należy uznać za produkt epoki oświecenia. Był to okres rozwoju kultury europejskiej trwający od końca XVII do początku XIX wieku. Naczelną jego zasadą była wiara w potęgę ludzkiego rozumu; mówi się, że oświecenie głównie opierało się na światopoglądzie racjonalistycznym – to znaczy na takim, który jest do pogodzenia z ludzkim rozumem. Jednym z owoców oświecenia była Wielka Rewolucja Francuska. Innym jego wynikiem było nowe, pozbawione nabożnej czci, a bardziej wyposażone „w szkiełko i oko”, to jest naukowe spojrzenie na Biblię. Takie nowe poglądy pojawiły się najpierw w Anglii w XVII i XVIII wieku. Jak czytamy w pewnej encyklopedii: „W ogniu konfliktów wokół ustroju Kościoła, władzy państwowej i wolności religijnej rodziły się różne poglądy, które szukały podstawy w Piśmie Świętym, a wynikające stąd kontrowersje prowadziły z kolei do nowych idei i argumentów”.  Na przykład Thomas Hobbes wysunął tezę, że księgi Mojżeszowe zostały napisane w czasach po Mojżeszu. Wielu innych ówczesnych angielskich uczonych również zajmowało się spornymi zagadnieniami związanymi z Biblią.
 
Jednakże prawdziwą kolebką wyższej krytyki Biblii były Niemcy. Pod koniec XVIII wieku niemieccy uczeni prowadzili systematyczne badania nad wszystkimi księgami biblijnymi; ustalali, kto był autorem każdej z ksiąg, jakie były jej źródła oraz chronologia. Wówczas Julius Wellhausen wymyślił swą słynną teorię czterech źródeł, w myśl której dzieje przedstawione w Pięcioksięgu Mojżeszowym to nie tyle historia, ile popularne, tradycyjne przekazy z przeszłości, na podstawie których dopiero w V wieku przed Chrystusem zredagowano Pięcioksiąg. Uważa się, że zaczerpnięto te przekazy z tradycji jahwistycznej (IX wiek przed Chrystusem), elohistycznej (VIII wiek przed Chrystusem), deuteronomistycznej (VII wiek przed Chrystusem) i kapłańskiej (po powrocie z niewoli babilońskiej). Co ciekawe, teoria Wellhausena nadal dominuje wśród uczonych zajmujących się Starym Testamentem, choć ma ona swoich przeciwników, a nawet jej zwolennicy częściowo odrzucają jego twierdzenia. Inny uczony, Ferdinand Christian Baur głosił teorię, w myśl której głównym czynnikiem w rozwoju wczesnego chrześcijaństwa był konflikt między tradycjami apostołów Piotra i Pawła. Inni naukowcy poszukiwali „historycznego Jezusa” utrzymując, że Chrystus opisany w Ewangeliach jest wytworem wiary pierwszych chrześcijan.

Ponadto w wieku XIX na skutek rozwoju nauk przyrodniczych, historycznych i literackich i nie bez wpływu współczesnych kierunków filozoficznych (racjonalizmu, ewolucjonizmu, materializmu) zaczęto wysuwać liczne zarzuty przeciw bezbłędności ksiąg świętych. Doprowadziły one zwolenników krytyki racjonalistycznej do stwierdzenia, że Pismo Święte to niepozbawiona błędów literatura biblijna. Pod koniec XIX wieku rozwinięta krytyka biblijna powróciła do świata anglojęzycznego, choć nie bez pewnego sprzeciwu. Na początku XX wieku w świecie protestanckim zaczęła się umacniać. Sprzeciwił się jej rosnący w siłę fundamentalizm protestancki, który swą nazwę zawdzięcza dziełu pt. Fundamenty, w którym zdecydowanie dano odpór liberalnemu podejściu do Biblii, teologii i zasad moralnych. Kościół rzymskokatolicki opierał się dość długo modernistycznym tendencjom – potępił je papież Pius X w 1907 roku – jednak na Soborze Watykańskim II udzielono katolickim uczonym wolności dla krytycznego podejścia do tekstów biblijnych.

Być może jesteście już trochę znużeni tymi faktami na temat wyższej krytyki Biblii i zastanawiacie się, czy historia sprzed dwustu lat ma jakieś znaczenie w obecnych czasach. Otóż ma ona znaczenie i to wielkie. Wszyscy jesteśmy spadkobiercami idei oświecenia, nasza współczesna tradycja i kultura z niej wynikają. Produktem oświecenia jest nie tylko racjonalizm, ale także indywidualizm. Prócz tego w wyniku dwóch wojen światowych, rozpowszechniania się filozofii materialistycznej, ewolucjonizmu, a także wskutek buntu młodzieży w świecie zachodnim w latach 60. zaczęto odrzucać wszelkie tradycje i kwestionować wartości religijne. Wszystko to wywarło wpływ także i na nas. Niektórzy chrześcijanie są na przykład indywidualistami, wyznają pogląd „ja i moja Biblia – to wystarczy”. Nie dokładają żadnych starań, by zapoznać się z podręcznikami teologii systematycznej, w celu uporządkowania swych wierzeń. Nie, oni „odkrywają Amerykę na nowo”, a ponieważ nie mają odpowiednich kwalifikacji i poszanowania dla dorobku poprzednich pokoleń, czasami popadają w niebezpieczne herezje.

Wróćmy jednak do wyższej krytyki Biblii. Co o niej sądzić? Czy wszystkie osiągnięcia uczonych, którzy są krytykami Biblii są ewidentnie złe? Okazuje się, że nie. Niektóre ich badania pomogły lepiej zrozumieć historię biblijną, poznać dowody archeologiczne na rzecz autentyczności pewnych wydarzeń biblijnych. Istnieją też pożyteczne studia nad słownictwem i stylami literackimi użytymi w Piśmie Świętym i inne wartościowe analizy. Zatem czasami nauka okazuje się sprzymierzeńcem Biblii. Jednakże wyższa krytyka Biblii najczęściej sprowadza się do tego, o czym napisał pewien komentator: „Krytyka to w najlepszym wypadku spekulacje i przypuszczenia – coś, co zawsze można zmodyfikować lub podważyć i zastąpić czymś innym. To gimnastyka intelektualna, obciążona bagażem wszelkich wątpliwości i domysłów, nierozerwalnie związanych z tego rodzaju zabawą”. Na przykład, zdaniem Gleasona L. Archera „szkoła Wellhausena opiera się na domyśle (którego niemal nie próbuje uzasadnić), iż religia Izraela została stworzona przez ludzi, podobnie jak wszystkie inne religie, i że należy w niej widzieć zwyczajny produkt ewolucji”. Tymczasem w Nowej Encyklopedii Britannica napisano: „Krytyka archeologiczna zdaje się coraz mocniej potwierdzać wiarygodność typowo historycznych szczegółów nawet z najdawniejszych okresów [dziejów biblijnych] i podważa teorię, jakoby relacje zawarte w Pięcioksięgu stanowiły jedynie odzwierciedlenie czasów znacznie późniejszych”.


Jakie owoce wydaje wyższa krytyka Biblii
 
Jednym z owoców tej gałęzi nauki jest brak pełnego zaufania do Słowa Bożego. Zwolennicy takiego podejścia traktują Biblię bardziej jako dzieło ludzkie, niż Boże. Brakuje im prostoty wynikającej z wiary. Na przykład pewien polski uczony biblista podczas swych zajęć na uniwersytecie powiedział, że gdy Jozue wkroczył do Jerycha, to było ono już dawno zburzone.
W Biblii napisano jednak, że zburzenie miało miejsce za dni Jozuego, by wyrazić myśl teologiczną, iż to Bóg walczył za Izraela. (W wyższej krytyce to, co proste i oczywiste nie jest takie; wszystko ma się inaczej). Na czym opierał swe wnioski? Na wynikach badań niektórych archeologów. Tak więc wyznawcy wyższej krytyki mają większe zaufanie do naukowców niż do Boga i Jego Słowa. Gdyby ten wykładowca sięgnął do innych źródeł, dowiedziałby się, w roku 1981 profesor John J. Bimson na podstawie gruntownych badań doszedł do wniosku, że poprzednie datowanie było błędne, a zagłada miasta w rzeczywistości nastąpiła w połowie XV wieku p.n.e., za czasów Jozuego.

Inny jeszcze poważniejszy wynik wyższej krytyki Biblii, to fakt, że może ona prowadzić do bluźnierstwa przeciwko Bogu. Profesor Allan Bloom, wieloletni wykładowca uniwersytecki ze Stanów Zjednoczonych, tak o tym napisał: „Już samo oddanie Biblii w gestię nauk humanistycznych jest bluźnierstwem, zanegowaniem jej własnych roszczeń. Humanistyka traktuje Biblię na dwa sposoby. Poddaje ją analizie ‘naukowej’ (zwanej ‘krytyką źródłową’), czyli rozbiera tekst, żeby pokazać, w jaki sposób księgi ‘sakralne’ były konstruowane, i dowieść, że nie są tym, za co chcą uchodzić. Biblia jest pożyteczna jako mozaika, w której można odnaleźć ślady wielu martwych cywilizacji. Po drugie: na kursach religii porównawczej Biblii używa się jako jednego z przykładów tego, jak wyraża się potrzeba sacrum, oraz jako materiału do ultranowoczesnego, ultranaukowego badania struktury ‘mitów’. [...] Nauczyciel, który potraktowałby Biblię naiwnie, biorąc ją za słowo, czy też za Słowo, zostałby oskarżony o brak wyrafinowania i kompetencji naukowej. Powiedziano by też, że wszczyna niepokoje i na nowo roznieca wojny religijne, a także uniwersyteckie spory rozumu z objawieniem, mogące zakłócić wygodny układ i upokorzyć humanistykę. Można tu dostrzec ślady oświeceniowego projektu politycznego, w myśl którego Biblia, jak również inne stare księgi, winny zostać unieszkodliwione” (Umysł zamknięty). Czy już dostrzegamy, co się za tym wszystkim kryje? Pycha ludzkiego rozumu i wręcz diabelski zamysł, by unieszkodliwić Biblię, to znaczyć pozbawić Słowo Boże mocy oddziaływania.

Zatem wyższa krytyka prowadzi do zwątpienia, podkopuje wiarę. Kto zaczyna tracić wiarę  w bezbłędność Biblii, wątpi w to, czy może naprawdę mieć zaufanie do jakichkolwiek wypowiedzi Bożych. Skoro bowiem Bóg w mniej istotnych sprawach przekazał nam błędne informacje, to znaczy, że nie można Mu w pełni zaufać. Jeśli przestajemy ufać Stwórcy, to automatycznie przestajemy Mu być posłuszni. Pozbawiamy się w ten sposób jedynego, autorytatywnego miernika, który pozwoliłby nam się orientować w tym świecie i nie błądzić pośród jego ciemności: „Mamy więc słowo prorockie jeszcze bardziej potwierdzone, a wy dobrze czynicie, trzymając się go niby pochodni, świecącej w ciemnym miejscu, dopóki dzień nie zaświta i nie wzejdzie jutrzenka w waszych sercach. Przede wszystkim to wiedzcie, że wszelkie proroctwo Pisma nie podlega dowolnemu wykładowi. Albowiem proroctwo nie przychodziło nigdy z woli ludzkiej, lecz wypowiadali je ludzie Boży, natchnieni Duchem Świętym” (2 P 1,19-21; patrz także Ps 119,105. 140.151). Skazani jesteśmy wówczas na kierowanie się własnymi emocjami, przeżyciami, lub zmiennymi opiniami naukowców i innych ludzi: „Kto ufa własnemu sercu, ten jest głupi; kto mądrze postępuje, jest bezpieczny”; „Albowiem mądrość tego świata jest u Boga głupstwem. Napisano bowiem: On chwyta mądrych w ich własnej chytrości; i znowu: Pan zna myśli mędrców, że są marne” (Prz 28,26; 1 Kor 3,19-20). To z kolei może prowadzić do upadku moralnego, braku błogosławieństwa Bożego i szczęścia w życiu.

Jeśli zaprzeczamy nieomylności Pisma Świętego, wówczas uznajemy nasze umysły za wyższy miernik prawdy niż samo Słowo Boże. Mówiliśmy, że jest do dowodem pychy: „Każdy pyszałek jest ohydą dla Pana; z pewnością nie ujdzie on pomsty. […] Pycha chodzi przed upadkiem, a wyniosłość ducha przed ruiną” (Prz 16,5.18). Ten, kto zaprzecza bezbłędności Biblii może w końcu dojść do wniosku, że Biblia myli się nie tylko w pomniejszych szczegółach, lecz również w zakresie ważniejszych doktryn. Taki człowiek traci jakiekolwiek fundamenty swej wiary.
 
Innym zagrożeniem jest twierdzenie, że skoro Biblia nie jest w pełni zadowalającym fundamentem wiary – ma rzekomo wiele braków – to trzeba ją czymś uzupełnić. Te uzupełnienia znajdujemy na przykład w Kościele rzymskokatolickim, w postaci licznych tradycji nie mających podstaw w Piśmie Świętym, są to między innymi kult Marii, kult świętych i oddawanie czci wizerunkom.

Czasami odsunięcie Biblii na bok przynosi tragiczne skutki. Jim Jones, lider „Świątyni Ludu”, ruchu, którego wyznawcy popełnili zbiorowe samobójstwo w Gujanie, początkowo nauczał z Biblii i mówił, że jest namiestnikiem Chrystusa. Potem nazwał Biblię starą księgą, pełną mitów i legend i zalecił, by jego wyznawcy wierzyli w niego. W końcu ogłosił się Chrystusem.
 
Wobec tego o owocach wyższej krytyki Biblii trzeba powiedzieć to samo, co napisał w VI wieku przed Chrystusem Jeremiasz: „Jakże możecie mówić: Jesteśmy mądrzy i znamy zakon Pana? Zaiste: W kłamstwo obrócił go kłamliwy rylec pisarzy. Na wstyd narazili się mędrcy, struchleli i uwikłali się, gdyż pogardzili słowem Pana, jaką więc mają mądrość?” (Jr 8,8-9). Trafne są też słowa Izajasza: „Do Prawa i do świadectwa [Bożego]! Jeśli w ten sposób mówić nie będą, nie będzie dla nich jutrzenki!” (Iz 8,20 Biblia Poznańska). Tak, zwolennicy wyższej krytyki pozbawiają siebie i innych światła Bożego, którym jest natchnione Słowo Boga.


W jakim sensie Biblia jest bezbłędna
 
W Psalmie 12,7-8 tak opisano czystość Słowa Pańskiego: „Słowa Pańskie są słowami czystymi, Srebrem przetopionym, odłączonym od ziemi, siedemkroć oczyszczonym. Ty, Panie, będziesz ich strzegł! [...]”. Zgodnie z tą wypowiedzią Pismo Święte jest krystalicznie czyste. Co to jednak znaczy, że jest wolne od błędu?

Uważamy, że chodzi tu o wolność od wszelkiego rodzaju błędu – naukowego, historycznego, chronologicznego, itd. Wyznajemy pogląd, że chociaż Biblia nie jest podręcznikiem naukowym, to jednak jeśli wypowiada się na tematy naukowe, jej wiedza jest zupełnie prawdziwa.

Należy przy tym mieć to na uwadze, że pisarze biblijni posługują się mową potoczną, która również obecnie jest w użyciu u ludzi wykształconych i prostych. Prowadziło to niekiedy do  błędnych interpretacji Biblii. Zilustrujmy to przykładem: Kościół katolicki uznał twierdzenie Galileusza, że Ziemia porusza się wokół Słońca za herezję sprzeczną z Pismem Świętym. Władze kościelne oparły się na przykład na Księdze Kaznodziei (Koheleta) 1,5: „Słońce wschodzi i słońce zachodzi, i śpieszy do swego miejsca, gdzie znowu wschodzi”. Według argumentacji Kościoła słowa „słońce wschodzi i słońce zachodzi” oznaczały, iż porusza się Słońce, a nie Ziemia. Ale nawet dzisiaj mówimy, że słońce wschodzi i zachodzi, chociaż większość z nas wie, iż to Ziemia krąży wokół Słońca. W ten sposób po prostu opisujemy pozorny ruch Słońca, obserwowany z Ziemi. To samo uczynił pisarz biblijny. Zatem warto pamiętać o słowach Augustyna z Hippony: „Nie czytamy w Ewangelii, aby Pan powiedział: Posyłam wam Pocieszyciela, który by was pouczył o biegu słońca i księżyca. Chrześcijan bowiem chciał wykształcić, nie matematyków”.

Z drugiej strony w Piśmie Świętym znajdujemy wiedzę wykraczającą poza horyzonty myślowe pisarzy tej księgi. Na przykład Hiob powiedział, że Bóg „ziemię zawiesza nad nicością”, a Izajasz napisał, że Stwórca „siedzi nad okręgiem ziemi”, przy czym w języku hebrajskim chodzi tu o kulę (Job 26,7; Iz 40,22). Wiadomo, że w starożytności wiedza na ten temat nie była powszechna, wierzono na przykład, że ziemia jest płaska i opiera się na podporach. Ani Job ani Izajasz nie byli astronomami, skąd więc u nich taka wiedza?

O wiele bardziej zdumiewające przykłady nadzwyczajnej wiedzy znajdujemy w Prawie Mojżeszowym. Na przykład zalecono w nim obrzezanie niemowląt płci męskiej dnia ósmego, tymczasem naukowcy stwierdzili, że właśnie w dniu ósmym występuje we krwi noworodka największe stężenie witaminy K, która zapewnia dobrą krzepliwość krwi. Mojżeszowy zakaz spożywania tłuszczu zwierzęcego znajduje pełne potwierdzenie we współczesnej medycynie i w jej przestrogach przed złym cholesterolem. Kwarantanna chorych – odosabnianie ich – i palenie zakażonej odzieży to również nadzwyczajne na owe czasy prawo (3 M 13,46.52). W tamtych czasach środki takie skutecznie zapobiegały rozprzestrzenianiu się zarazy. Poza tym niektórzy współcześni alergolodzy przyznają, że mięso wieprzowe jest najbardziej alergizującym pokarmem (3 M 11,7-8). Higieniczne zalecenia z 5 Mojżeszowej 23,13-14 również są nadzwyczaj nowoczesne, chroniły one Izraelitów przed chorobami. Co ciekawe, nawet obecnie w niektórych krajach szerzą się groźne choroby będące skutkiem niewłaściwego obchodzenia się z odchodami. W ostatnich latach badania medyczne potwierdziły, że stan naszej psychiki wpływa na zdrowie fizyczne, a przecież Salomon napisał o tym blisko trzy tysiące lat temu: „Umysł spokojny zapewnia ciału życie, lecz namiętność toczy członki jak robak” (Prz 14,30).

Dysponujemy mnóstwem innych dowodów na Boskie natchnienie Biblii. Spełnione proroctwa - czyż nie są cudowne? Micheasz prorokował, że Mesjasz narodzi się w Betlejem (Mi 5,1). Zachariasz przepowiedział, że Chrystus wjedzie do Jerozolimy na oślęciu i że później zostanie przebity (Za 9,9; 12,10; Mt 21,1-7; J 19,34.37). Zgodnie z tym, co napisał Dawid, żołnierze rzucali losy o szatę Jezusa (Ps 22,19; J 19,23-24). Spełnił się też Psalm 34,21 – żadna kość Jezusa nie została złamana (J 19,31-33.36). Żaden z ludzi nie byłby w stanie z wyprzedzeniem kilkuset lat przewidzieć tych i mnóstwa innych szczegółów, które miały miejsce w życiu naszego Pana.

Jeżeli jednak ktoś powołuje się na jakieś niespójności w Biblii, często okazuje się, że stoi za tym niewiedza, wyciąganie pochopnych wniosków, lub brak cierpliwości i dobrej woli, żeby poszukać miarodajnych wyjaśnień. Jeżeli chodzi o mnie, to zajmuję się Biblią od 28 lat, a przeczytałem ją wielokrotnie. Muszę powiedzieć, że nigdy się na niej nie zawiodłem. Spotykałem się czasem z pozornymi sprzecznościami w tej księdze, nawet trudnymi do wyjaśnienia, lecz zawsze z czasem udawało mi się znaleźć zadowalające wyjaśnienia tych rzekomych rozbieżności.

Zilustrujmy to przykładami podanymi na początku. Czy Księga Jonasza jest przypowieścią? Nasz Pan przyszedł z nieba i wcześniej widział stamtąd Jonasza i znał jego przeżycia. Co powiedział na ten temat? „Albowiem jak Jonasz był w brzuchu wieloryba trzy dni i trzy noce, tak i Syn Człowieczy będzie w łonie ziemi trzy dni i trzy noce” (Mt 12,40). Zbawiciel potwierdził, że przeżycia Jonasza są prawdziwe. Na pewno w tak ważnej kwestii jak swoje zmartwychwstanie nie powoływałby się na bajeczkę. Człowiekowi wierzącemu to wystarczy.

Czy rzeczywiście Jan sztucznie wprowadził element studni do rozmowy Jezusa z Samarytanką? Kto choć trochę zna obyczaje starożytnego Bliskiego Wschodu wie, że woda stanowiła tam nader cenne dobro i że wydobywano ją ze studni. Nic zatem dziwnego, że Jakub spotkał Rachelę przy studni, podobnie Mojżesz córki Jetry, i tak samo Nasz Pan Samarytankę. Jeżeli można to do czegoś przyrównać, to do spotkania znajomych w sklepie, gdzie zaopatrujemy się w podstawowe produkty, albo w lecie kupujemy napoje chłodzące. Pomysł, że Jan wymyślił studnię zdradza brak wiary i zaufania do prawdziwości Słowa Bożego.

Jeśli chodzi o Dawida i Elachanana, to Dawid faktycznie zabił Goliata, kogo zatem zabił Elchanan? 2 Samuela 21,19 podaje, że to Elchanan zabił Goliata. Jednak uczeni są zgodni, że werset ten zawiera błędy w transkrypcji fonetycznej, którą opracowali uczeni żydowscy zwani masoretami. Po korekcie tekst ten brzmi: „Elchanan, syn Jaira z Betlejemu, położył trupem brata Goliata...” Jest to zgodne z 1 Księgą Kronik 20,5: „Wybuchła też jeszcze wojna z Filistyńczykami i wtedy Elchanan, syn Jaira, zabił Lachmiego, brata Goliata z Gat, którego drzewce włóczni było jak wał tkacki”. Elchanan zabił brata Goliata.

Jak widzimy, przy odrobinie dobrej woli i wytrwałości w poszukiwaniu prawdy można wyjaśnić te i wiele innych wątpliwości związanych z Biblią.

Wróćmy jednak to tego, jak przede wszystkim powinniśmy pojmować bezbłędność Biblii. Po pierwsze, Pismo Święte jest w tym sensie bezbłędne, że jest niezawodnie prawdziwe, gdy wypowiada się na temat doktryny i sposobu życia, które prowadzą do zbawienia (2 Tm 3,14-17).
Po drugie, zbawcze działania Boga opisane w Biblii i w niej zinterpretowane niezawodnie prowadzą wierzącego grzesznika do zbawienia (Jk 1,21).

Niektórzy chrześcijanie poprzestają jednak na tych dwóch punktach i zamiast o bezbłędności Biblii wolą mówić o jej niezawodności. Tymczasem nie kto inny, tylko sam Pan Jezus potwierdził swoim nauczaniem bezbłędność Pisma Świętego. Nasz Mistrz w uroczystej formule „napisano” lub „potrzeba, aby wypełniło się Pismo” podkreślał niewzruszoną powagę Biblii (Łk 24,25). Słowa zaś wyraźne: „A Pismo mylić się nie może” (J 10,35 Nowy Testament z greki ks. Dąbrowskiego) nie pozostawiają w tym względzie żadnych wątpliwości. W Biblii Gdańskiej oddano ten werset: „A nie może być Pismo skażone”. Rozważmy też, co sama Biblia mówi na temat swej prawdziwości: „Każde słowo Pana jest prawdziwe” (Prz 30,5). Przekonanie o bezbłędności Pisma Świętego widzimy u apostołów i w całej tradycji chrześcijaństwa: „Wierzę we wszystko, co jest napisane w Prawie i u Proroków” (Dz 24,14b; patrz także Rz 15,4). Posłuchajmy pewnego dobitnego oświadczenia: „Jest rzeczą zgoła niemożliwą, aby w tym, co zostało przez Boga natchnione, zawierał się jakikolwiek błąd; natchnienie bowiem samo przez się nie tylko wyklucza wszelki błąd, lecz wyklucza i odrzuca go z taką koniecznością, jak konieczne jest to, że Bóg, Najwyższa Prawda, nie może być sprawcą żadnego w ogóle błędu”. Jak myślimy, kto wypowiedział te słowa? Ich autorem jest papież Leon XIII. Mam nadzieję, że wszyscy się z nim zgadzamy. Jednakże osoby, które twierdzą, że Pismo Święte tylko w rzeczach najwyższej wagi mówi prawdę, a w innych szerzy błędy, stają w obliczu poważnego problemu moralnego: Skoro Bóg w mniej ważnych sprawach powiedział nieprawdę, to czy jako naśladowcy Boga możemy świadomie kłamać w sprawach mniejszej wagi? Zobaczmy, do czego prowadzi twierdzenie, że Biblia tylko z grubsza mówi prawdę!

Zatem stoimy na stanowisku, że Biblia jest w pełni Słowem Prawdy, zgodnie ze słowami przytoczonymi na wstępie: „Szczere jest to, co Pan mówi, jak srebro czyszczone w piecu, od wszelkich zanieczyszczeń wolne, siedmiokroć oczyszczone” (Ps 12,7 Biblia Warszawsko-Praska).


Jaki powinien być nasz stosunek do Słowa Bożego
 
Na pewno nie możemy podchodzić do Biblii sceptycznie, jak to robią zwolennicy wyższej krytyki. Bóg sam wypowiedział się o tym, jak mamy odnosić się do Jego Księgi: „Tak mówi Pan: Niebo jest moim tronem, a ziemia podnóżkiem moich nóg: Jakiż to dom chcecie mi zbudować i jakież to jest miejsce, gdzie mógłbym spocząć? Przecież to wszystko moja ręka uczyniła tak, że to wszystko powstało - mówi Pan. Lecz Ja patrzę na tego, który jest pokorny i przygnębiony na duchu i który z drżeniem odnosi się do mojego słowa” (Iz 66,1-2). Przykładem człowieka, który wysoko cenił Słowo Boże był Jeremiasz: „Ilekroć pojawiały się twoje słowa, pochłaniałem je; twoje słowo było mi rozkoszą i radością mojego serca, gdyż twoim imieniem jestem nazwany, Panie, Boże Zastępów” (Jr 15,16). Czy przypominamy sobie, jak zareagował na wypowiedzi Boga król Jozjasz? „Wtedy arcykapłan Chilkiasz rzekł do sekretarza Szafana: Znalazłem w świątyni Pana księgę zakonu. I wręczył Chilkiasz księgę Szafanowi, który ją przeczytał. […] Po czym sekretarz Szafan doniósł królowi następującą rzecz: Kapłan Chilkiasz wręczył mi księgę. I Szafan odczytał ją przed królem. Gdy tedy król usłyszał treść tej księgi, rozdarł swoje szaty” (2 Krl 22,8.10-11). Stwórca pochwalił go za poważne potraktowanie prawdy: „Królowi judzkiemu zaś, który was posyła po wyrocznię Pana, tak powiedzcie: Tak mówi Pan, Bóg Izraela, co do słów, które słyszałeś: Ponieważ twoje serce zmiękło i ukorzyłeś się przed Panem, gdy usłyszałeś, co powiedziałem o tym miejscu i o jego mieszkańcach, że staną się przedmiotem grozy i przekleństwem, i rozdarłeś swoje szaty, i zapłakałeś przede mną, przeto usłyszałem i Ja – mówi Pan – toteż Ja przyłączę cię do twoich ojców i w pokoju będziesz złożony w twoim grobie, aby twoje oczy nie oglądały całego tego nieszczęścia, jakie Ja sprowadzę na to miejsce […]” (2 Krl 22,18-20). A jak ty reagujesz na Słowo – czy odnosisz się do niego z drżeniem, czy twoje serce mięknie pod jego wpływem, czy stajesz się pokorniejszy wobec Boga i ludzi, czy rozkoszujesz się i radujesz jego treścią?

Warto też rozważyć, czy wciąż pragniemy przyjmować Słowo Boże jako codzienny pokarm duchowy. Dlaczego to takie ważne? Słowo nie tylko powoduje nasze odrodzenie czy nawrócenie, lecz dzięki przyjmowaniu go wzrastamy ku zbawieniu: „jako odrodzeni nie z nasienia skazitelnego, ale nieskazitelnego, przez Słowo Boże, które żyje i trwa. Gdyż wszelkie ciało jest jak trawa, a wszelka chwała jego jak kwiat trawy. Uschła trawa, i kwiat opadł, ale Słowo Pana trwa na wieki. A jest to Słowo, które wam zostało zwiastowane. Odrzuciwszy więc wszelką złość i wszelką zdradę, i obłudę, i zazdrość, i wszelką obmowę jako nowonarodzone niemowlęta, zapragnijcie nie sfałszowanego duchowego mleka, abyście przez nie wzrastali ku zbawieniu” (1 P 1,23-2,2). Czy widzieliśmy kiedyś, jak niemowlę domaga się mleka matki? Jest nieszczęśliwe, aż zostanie nakarmione. My też powinniśmy czuć się nieswojo, słabo, jeśli nie przyjęliśmy naszej dziennej dawki pokarmu duchowego i gdy w ten sposób poczujemy się głodni, szybko zaspokoić tę potrzebę. Ważne jest jednak, żeby odrzucić to, co nam przeszkadza w przyjmowaniu Słowa – wszelką złość, zdradę, obłudę, zazdrość i wszelką obmowę. List Jakuba zawiera podobną myśl:  „Przeto odrzućcie wszelki brud i nadmiar złości i przyjmijcie z łagodnością wszczepione w was Słowo, które może zbawić dusze wasze” (Jk 1,21).

Pamiętajmy o tym, że doba ma 96 kwadransów. Na pewno możemy jeden lub dwa kwadranse każdego dnia przeznaczyć na czytanie Słowa Bożego. Jeżeli chcemy być dobrymi chrześcijanami, przynoszącymi chwałę Bogu słowem i czynem, musimy mieć stały kontakt z Pismem Świętym: „A przeto i my dziękujemy Bogu nieustannie, że przyjęliście Słowo Boże, które od nas słyszeliście nie jako słowo ludzkie, ale, jak jest prawdziwie, jako Słowo Boże, które też w was wierzących skutecznie działa” (1 Tes 2,13). Słowo nie mogłoby w nas skutecznie działać, gdybyśmy je słabo znali, lub rzadko je przyjmowali. Dzięki Słowu skutecznie walczymy z grzechem: „Jak zachowa młodzieniec w czystości życie swoje? Gdy przestrzegać będzie słów twoich. Z całego serca szukam ciebie, Nie daj mi zboczyć od przykazań twoich! W sercu moim przechowuję słowo twoje, Abym nie zgrzeszył przeciwko tobie” (Ps 119,9-11). Na pewno nie chcemy też wpaść w sidła diabelskie. Dlatego musimy przywdziać całą zbroję Bożą, w skład której wchodzi również miecz Ducha, którym jest Biblia (Ef 6,10-12.17).

Poza tym, nie możemy jedynie modlić się do Boga, jak gdyby tylko On miał nas słuchać, mamy także i przede wszystkim słuchać tego, co On ma nam do powiedzenia: „U tego, kto odwraca ucho, aby nie słyszeć nauki, nawet modlitwa jest ohydą” (Prz 28,9). Tylko wówczas, gdy przyjmujemy Słowo, nasz sposób myślenia i postępowania może być zgodny z wolą Najwyższego: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe” (Rz 12,2 Biblia Tysiąclecia). W przeciwnym wypadku będziemy ludźmi cielesnymi, którzy na wszystko patrzą z cielesnego, świeckiego punktu widzenia i Bogu podobać się nie mogą (1 Kor 2,14-16; Rz 8,5-9). Ze Słowa czerpiemy mądrość: „Doskonałe są Pańskie pouczenia, bo ludziom pokrzepienie dają; wiecznotrwałe jest Pańskie prawo, bo mądrymi czyni wszystkich, co są prostego serca” (Ps 19,8 Biblia Warszawsko-Praska; patrz także Ps 119,10). Na jego podstawie oceniamy, czy coś jest prawdą, czy fałszem (Dz 17,10-11; 1 Kor 14,29). Nie moglibyśmy zrobić postępów w naszym uświęceniu, gdyby nie stałe poznawanie Boga między innymi przez Słowo: „Wy już jesteście oczyszczeni przez naukę, którą wam przekazałem” (J 15,3 Biblia Poznańska; patrz także J 17,17 i Kol 3,9-10). Dzięki umiłowaniu Boga i Jego Słowa zyskujemy bogobojnych przyjaciół: „Jestem przyjacielem wszystkich, którzy się boją Ciebie, co strzegą Twych postanowień” (Ps 119,63 Biblia Tysiąclecia). Rozważanie Słowa pomaga nam przetrwać życiowe trudności i kryzysy: „Gdyby Twoje Prawo nie było moją rozkoszą, byłbym już zginął w mej nędzy” (Ps 119,92 Biblia Tysiąclecia; patrz także werset 143).

Wysoko zatem ceńmy naszą Świętą Księgę (Ps 119,47-48.72; Ps 19,10-11). Całym sercem ufajmy w jej bezbłędność, czystość i prawdziwość (Ps 119,140.142.151.160). Całymi dniami rozmyślajmy i jeśli to możliwe, rozmawiajmy o jej treści (Ps 119,97). Czytajmy Słowo Boże całymi rodzinami, zaszczepiajmy umiłowanie go naszym dzieciom (5 M 6,6-7). Rozpowszechniajmy Biblię ludziom, którzy jej jeszcze nie mają, uczmy się nią posługiwać tych, którzy z niej nie korzystają.


Oby spełniła się na nas obietnica z Psalmu 119,165: „Wielki pokój mają ci, którzy miłują Twe prawo; na niczym się nie potkną”.
 


dnia 21.05.2010 00:06 2441 czytań · Drukuj


Mp3 Player




Czy Polacy są tolerancyjni wobec innych wyznań

Tak

Nie

Nie mam zdania





Copyright Radmin© czerwiec 2006
Główna  Czytelnia  Biblia  Poezja  Zasady wiary  Dekalog  Słownik  Współpraca  Polityka prywatności  Kontakt

Prosimy o przestrzeganie praw autorskich. Przedruki dozwolone wyłącznie po uzyskaniu zgody Ewangelista.pl
Przedstawione materiały są zgodne z zasadami naszej wiary, nie jest to jednak jednoznaczne z pełnym poparciem prywatnych postaw i zasad wiary
poszczególnych autorów oraz prezentowanych przez nich poglądów.

PHP-Fusion PL

4,701,148 unikalnych wizyt od czerwca 2006

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.


Treść reklam nie zawsze pokrywa się z poglądami Redakcji.