Majenie krzyża


Autor: Marian Biernacki

Pamiętam z dzieciństwa Zielone Świątki. W naszej wiejskiej parafii na Lubelszczyźnie było to święto, które dla mnie, małego wówczas chłopca, wiązało się głównie z majeniem wszystkiego, co popadnie. Dom, podwórze, kościół, plebanię, wszystko przyozdabialiśmy zielonymi gałązkami brzozy i charakterystycznie pachnącymi liśćmi tataraku. Bywało, że przynosiliśmy całe brzózki i wkopywaliśmy je na podwórzu, co znacznie podnosiło atrakcyjność Zielonych Świątek.

Od tamtych dni minęło ponad czterdzieści lat. Dziś Zielone Świątki mają dla mnie zupełnie inne znaczenie. Już ponad trzydzieści lat jestem człowiekiem świadomie wierzącym. Na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku trafiłem do zboru zielonoświątkowego i uwierzyłem w Pana Jezusa. Dostąpiłem przebaczenia grzechów. Zacząłem pojmować znaczenie krzyża Chrystusowego. Po kilku latach przyjąłem chrzest wiary a potem Bóg ochrzcił mnie Duchem Świętym. Rozpocząłem nowe życie. Tak dane mi było dotrzeć do istoty świąt Zesłania Ducha Świętego.

Całe trzy dekady mojego życia wypełnione zostały życiem z Jezusem i służbą w Kościele. Setki nabożeństw i spotkań, obozy młodzieżowe, łzy pokuty, gorliwe modlitwy, wspólne śpiewanie i głoszenie Słowa Bożego. W całej Polsce, w rozmaitych zborach, wszędzie spotykałem się z prostą wiarą w Jezusa Chrystusa, a społeczność z Panem Jezusem okazywała się dla nas całkowicie wystarczającą atrakcją.

Jak sięgam pamięcią, w centrum zwiastowania naszych ojców w wierze, stał krzyż Chrystusowy! Do dzisiaj z wielkim wzruszeniem śpiewam hymn o krzyżu Chrystusa, który w refrenie staje się bardzo emocjonalny: O, jak kocham ten szorstki krzyż! Na nim Pan moc piekielną zmógł. Wszystko składam u Jego stóp, by się we mnie uwielbił Bóg. Oczywiście, nigdy poprzez tę pieśń nie czciłem krzyża w sensie materialnym. Śpiewając rozmyślam o krzyżu jako synonimie pokuty, umierania dla grzechu, umartwiania starej natury i uświęcania życia! Od pierwszych lat mojej świadomej wiary w Jezusa, było dla mnie jasne, że krzyż Chrystusowy oddziela chrześcijanina od świata. Ten świat jest za mną, a krzyż przede mną, jak to oddał autor innej, chętnie śpiewanej przed laty pieśni, wskazującej na całkowite porzucenie świeckiego stylu życia.

W świetle Słowa Bożego krzyż jest duchowym miejscem rozprawienia się z grzeszną naturą nawracającego się człowieka. Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus [Ga 2,20]. Ten kto naprawdę pojął okropność grzechu i ciążący z jego powodu gniew Boży, świadomie bierze swój krzyż i codziennie go niesie wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi; kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu [Rz 6,6r11;7]. Krzyż to nic miłego dla naturalnych zmysłów człowieka, bo nieodwołalnie oznacza umieranie dla grzechu. Lecz tym samym, krzyż to wielkie dobrodziejstwo, gdyż dzięki niemu następuje odrodzenie do nowego życia. Bo jeśli wrośliśmy w podobieństwo jego śmierci, wrośniemy również w podobieństwo jego zmartwychwstania [Rz 6,5].

Lecz dziś już mało kto sam chce umierać dla grzechu, a tym bardziej narażać się i innym głosić prawdziwą pokutę. W Kościele zatriumfował ten sam rodzaj "pijaru", co w świecie. W wyniku rozmaitych zabiegów, duchowy kontur krzyża stał się bardzo niewyraźny. "Uczłowieczenie" nauki o krzyżu zaowocowało zeświecczeniem członków Kościoła. Usuwamy z życia zboru wszystko, co mogłoby okazać się nieprzyjemne, a przyjmujemy to, co wprowadza dobry nastrój i cieszy zmysły. Dbałość o zdrowie, rozwój osobisty i urozmaicona rozrywka, zdominowały życie niejednego zboru. Coraz rzadziej pytamy o wolę Bożą, a skupiamy się na poprawianiu własnego samopoczucia.

Duchowość zboru ustępuje świeckim trendom. Moda na globalizację, budowanie społeczeństwa obywatelskiego, ekologię, coaching osobisty itd., bardzo szybko znajduje swoje odzwierciedlenie w środowisku chrześcijańskim. Cały świat tańczy, więc i zbór słyszy swoje "you can dance"! Świat bzikuje na punkcie rozrywki, to i zbór dla swoich członków wymyśla coraz to nowsze atrakcje. Wezwanie "... nie upodobniajcie się do tego świata..." jakby zniknęło z Biblii wielu współczesnych przywódców chrześcijańskich. Krzyż mocno razi nieodrodzoną duszę, więc przyozdobiono go albo całkiem usunięto, aby przestał niepokoić i gorszyć tak wspaniałych przecież i wrażliwych ludzi.

Bracia i Siostry! Nauka o krzyżu musi zachować swą prostotę i ostrość wyrazu aż do końca. Słowo Boże głosi, że Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki [Hbr 14,8]. To znaczy, że ewangelia o Jezusie Chrystusie nie podlega żadnej modyfikacji. Nie wolno nam łagodzić jej radykalizmu, który jest podstawową cechą krzyża Chrystusowego i stanowi istotę jego skuteczności. Wszelkie próby upiększania krzyża grożą zafałszowaniem ewangelii i utratą Bożej marki!

Otwórzmy oczy! Wkradli się pomiędzy nas jacyś bezbożni ludzie, którzy łaskę Boga naszego obracają w rozpustę. [por. Judy 1,4]. Odwracają naszą uwagę od krzyża, od codziennego umierania dla świata i grzechu, od głoszenia innym konieczności pokuty! Za wszelką cenę i na skróty prowadzą nas do domu wesela i rozrywki. Bez głębokiej skruchy i upamiętania proponują nam taniec [do niedawna było to pląsanie dla Pana, a teraz już otwarcie mówi się o tańcu nowoczesnym] oraz inne formy aktywności, tak bardzo pożądanej przez naturalne zmysły i mile widzianej w świecie. Czy mamy poddać się tym trendom? Czy mamy je zaakceptować w Kościele jako słuszne? Czy to naprawdę Duch Święty inspiruje tak wszechobecne majenie krzyża?

Słowo Boże nie pozostawia w tym względzie żadnych wątpliwości. Zwróćmy uwagę zaledwie na kilka wyrazów apostolskiej troski o zachowanie krzyża bez żadnych upiększeń.

Po pierwsze, niebezpieczną ozdobą dla krzyża może stać się ludzka mądrość. Gdy mówiąc o krzyżu zaczynamy za bardzo przy tym filozofować, cytować rozmaitych mądrali nie pytając o ich własną śmierć dla grzechu, gdy próbujemy choćby trochę złagodzić ostrość poselstwa Ewangelii, wówczas krzyż traci swą moc. Nie posłał mnie bowiem Chrystus, abym chrzcił, lecz abym zwiastował dobrą nowinę, i to nie w mądrości mowy, aby krzyż Chrystusowy nie utracił mocy [1Ko 1,17].

Po drugie, zdarza się, że chrześcijanie skupiają się i fascynują rzeczami, które w życiu ludzi duchowych absolutnie nie powinny mieć miejsca. Słyszałem niedawno jak pewien kaznodzieja gloryfikował własne pragnienia o charakterze doczesnym i rozbudzał je w swoich słuchaczach. Jak na ironię swój wywód zatytułował "Krzyż Zbawiciela". Chlubił się tym, że jego dawne pragnienia wcale nie musiały umrzeć. Jak rozumiem, chciał przez to uspokoić słuchaczy, że krzyż nie tylko im niczego nie odbierze, ale wręcz ich pragnieniom wyjdzie naprzeciw. Czy naprawdę tak nauczyliśmy się Chrystusa od naszych ojców w wierze? Co zaś do mnie, niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata [Ga 6,14]. Krzyż żadnego ze świeckich marzeń nie pozostawia przy życiu! Chlubą prawdziwego chrześcijanina jest śmierć, całkowite umartwienie tego, co w naszych członkach jest ziemskiego!

Po trzecie, upiększanie krzyża nie tylko grozi utratą jego mocy i jest zafałszowywaniem poselstwa Ewangelii. De facto jest ono, mówiąc wprost, wrogością wobec krzyża Chrystusowego. Bądźcie naśladowcami moimi, bracia, i patrzcie na tych, którzy postępują według wzoru, jaki w nas macie. Wielu bowiem z tych, o których często wam mówiłem, a teraz także z płaczem mówię, postępuje jak wrogowie krzyża Chrystusowego; końcem ich jest zatracenie, bogiem ich jest brzuch, a chwałą to, co jest ich hańbą, myślą bowiem o rzeczach ziemskich [Flp 3,17r11;19]. Kto w imię Jezusa ośmiela się podtrzymywać w ludziach przywiązanie do świata materialnego, kto głosząc Ewangelię stara się przypodobać ludziom ten jest wrogiem krzyża Chrystusowego!

Krzyża nie trzeba i nie wolno polerować ani przyozdabiać. Ma aż do końca pozostać takim, jakim ogłosili go i opisali apostołowie i prorocy na kartach Nowego Testamentu! Inaczej traci swą moc i przestaje być prawdziwym krzyżem. Duch Święty nie inspiruje działań oddalających grzesznika od dramatu krzyżowania starej natury. Duch Święty wciąż przypomina słowa Chrystusa Pana: Kto nie dźwiga krzyża swojego, a idzie za mną, nie może być uczniem moim [Łk 12,47]. Trzeba nam będzie nieraz się z tego powodu narazić i przeżyć rozmaitą krytykę. Albowiem mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą [1Ko 1,18]. Nie upiększajmy krzyża! Nie rezygnujmy z jego prawdziwej mocy.

Marian Biernacki
Zielone Świątki 2009
dnia 30.05.2009 23:48 2182 czytań · Drukuj


Mp3 Player




Czy Polacy są tolerancyjni wobec innych wyznań

Tak

Nie

Nie mam zdania





Copyright Radmin© czerwiec 2006
Główna  Czytelnia  Biblia  Poezja  Zasady wiary  Dekalog  Słownik  Współpraca  Polityka prywatności  Kontakt

Prosimy o przestrzeganie praw autorskich. Przedruki dozwolone wyłącznie po uzyskaniu zgody Ewangelista.pl
Przedstawione materiały są zgodne z zasadami naszej wiary, nie jest to jednak jednoznaczne z pełnym poparciem prywatnych postaw i zasad wiary
poszczególnych autorów oraz prezentowanych przez nich poglądów.

PHP-Fusion PL

4,667,638 unikalnych wizyt od czerwca 2006

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.


Treść reklam nie zawsze pokrywa się z poglądami Redakcji.