Mieszkaj w kraju i dbaj o wierność (Ps. 37,3)


Autor: past. Michał Hydzik

Nie wiem co było powodem, że w zamierzchłej przeszłości, inspirowany przez Ducha Świętego Psalmista Dawid zwrócił się z tak przejmującym apelem. Wierzę jednak, że nie bez powodu, wierzę także, że Boże Słowo jest ponadczasowe i jego rady i apele dotyczyły nie tylko przeszłych pokoleń, ale odnoszą się i do współcześnie żyjących. Tymczasem po raz kolejny jesteśmy konfrontowani z niezwykłym zjawiskiem, chodzi mianowicie o tak zwaną emigrację zarobkową. W wielu przypadkach, decydujący się na nią pozostawiają na długie miesiące, a nawet lata swoje żony (i to niekiedy z małymi dziećmi), mężów a także niesprawnych już fizycznie rodziców. Czasem wyjeżdżają także i młodzi ludzie, zupełnie nie przygotowani do życia i bez jakiegokolwiek doświadczenia. Nie dziwmy się więc, jeśli z dala od domu i opieki rodziców, staną się łupem różnych niebezpiecznych pokus i zwiedzeń. Kto weźmie na siebie za to odpowiedzialność?

Najczęstszym argumentem uzasadniającym takie postępowanie jest ponoć brak pracy w kraju. Ale czy naprawdę tak jest? Czy rzeczywiście ktoś, kto chce pracować w Polsce a przy tym być z rodziną nie ma tu żadnych możliwości zarobkowania?

Nie jestem ekspertem od spraw zatrudnienia, ale kierując budową i remontem w dwóch zborach, na co dzień doświadczam, jak trudno jest zaangażować odpowiedniego fachowca, bo wyjechał za granicę. Niedawno słyszałem jak ktoś powiedział, że w ostatnim czasie diabeł wynalazł nieznaną w przeszłości, ultra nowoczesną broń do walki z małżeństwami i rodzinami. Tym supernowoczesnym narzędziem, rozluźniającym więzy małżeńskie, powodującym krzywdy nie do naprawienia jest pęd do wyjazdów zarobkowych. Zdumiewające, że jedni, a jest ich znakomita większość potrafią poradzić sobie w zaistniałych okolicznościach i pozostają w kraju by być z rodziną a inni decydują się na tak ogromne ryzyko. Cena jaką niektórzy za ten czyn płacą jest niewspółmiernie większa niż materialne zyski. Zauważa się bowiem, że pokłosiem opuszczenia rodziny z reguły jest rozluźnienie więzów małżeńskich, rozwody, utrata dzieci, przyjaciół a czasem i wiary.

Zastanawiam się więc, czy rzeczywiście warto kłaść na ołtarzu tak wiele, za tak niewiele. Bo czyż poprawa statusu materialnego jest tu najważniejsza? Na podstawie i praktyki i Biblii dochodzę do wniosku, że nie. Analizując pod tym względem Biblię, nie można nie zauważyć trudnych przeżyć tych, którzy decydowali się na emigrację tylko po to, aby poprawić sobie warunki materialne.

Jednym z pierwszych, który doświadczył goryczy takiej decyzji był niewątpliwie patriarcha Abraham. Po przybyciu do wyznaczonej mu przez Boga ziemi, przeżył trudne chwile z powodu nastania głodu (1 Mojż. 12,10). Odnosi się wrażenie, że Abraham bez pytania o wolę Bożą "udał się do Egiptu". Celem tej wyprawy było „aby mi się dobrze wiodło" (w. 13). Na skutki tej decyzji nie trzeba było długo czekać. Abraham zachował się nieprzykładnie wobec swojej żony Sary, nakłaniając ją do mówienia półprawdy „mów więc, że jesteś moją siostrą" choć przecież była i jego żoną. A nadto, za cenę wzbogacenia się o mało jej nie stracił. Wyłącznie Bożej interwencji zawdzięczał odzyskanie jej. Kolejnym przykładem niech będzie jego syn Izaak, który także z powodu złych warunków bytowych gdy „nastał głód" (1 Mojż. 26,1) udał się do Geraru kraju Filistynów. Historia się powtórzyła. Również jego małżeństwo znalazło się w ostrym kryzysie. Prawdą jest, że się wzbogacił, stał się zamożny, ale czy cena nie była za wysoka (w. 12-14)? Również całą tragedię rodziny Noemi z Betlejem przypisać można pochopnej decyzji opuszczenia kraju gdy nastał w nim kryzys gospodarczy (Rut. 1,1).

Na podstawie moich osobistych obserwacji i rozmów z pozostawionymi rodzinami wywnioskować można, że źle - zwłaszcza dzieci - znoszą konieczność pozostawania w samotności. A pustki po nieobecnych nie wypełnią ani telefony, ani e-maile. Jestem coraz bardziej przekonany, że racja jest po stronie tych, którzy wolą przysłowiową kromkę suchego chleba spożywaną w domu z rodziną, niż zarobkowanie za granicą. Biorąc powyższe pod uwagę, uważam, że trzeba każdorazowo dobrze się zastanowić zanim podejmie się decyzję o wyjeździe, bo jakże łatwo można stracić to, co się ma, nie zyskując w zamian nic. To, że postępują tak inni wokół nas, nie jest żadnym argumentem. Jako wierzący mamy przecież możliwość jakiej oni nie mają. Możliwością tą jest modlitwa i zaufanie Panu, wszak Wszechmogący przywołuje do istnienia to czego nie ma.

Mamy wiele dowodów i w naszych zborach, że Bóg wysłuchał modlitwy tych, którzy prosili Go o pracę. Dzięki temu zaoszczędzili swoim rodzinom goryczy rozstania, nie stracili duchowo, dalej służą Panu w zborze, a przy tym nie cierpią głodu. Niech te pozytywne przykłady staną się zachętą do naśladowania.


dnia 22.04.2008 13:21 2218 czytań · Drukuj


Mp3 Player




Czy Polacy są tolerancyjni wobec innych wyznań

Tak

Nie

Nie mam zdania





Copyright Radmin© czerwiec 2006
Główna  Czytelnia  Biblia  Poezja  Zasady wiary  Dekalog  Słownik  Współpraca  Polityka prywatności  Kontakt

Prosimy o przestrzeganie praw autorskich. Przedruki dozwolone wyłącznie po uzyskaniu zgody Ewangelista.pl
Przedstawione materiały są zgodne z zasadami naszej wiary, nie jest to jednak jednoznaczne z pełnym poparciem prywatnych postaw i zasad wiary
poszczególnych autorów oraz prezentowanych przez nich poglądów.

PHP-Fusion PL

4,813,654 unikalnych wizyt od czerwca 2006

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.


Treść reklam nie zawsze pokrywa się z poglądami Redakcji.